Zrównoważony brak rozwoju

Kilka dni po moim ostatnim wpisie na blogu, problem z palaczami śmieci pojawił się w dyskusji na fejsbukowej stronie mojej lokalnej społeczności. Co łatwo dawało się przewidzieć, zdania były podzielone (delikatnie mówiąc).

Próbowałem włączyć się do rozmowy, powołując się na porady znalezione w internecie. Do tematu podszedłem jak najbardziej neutralnie, rzeczowo i bez uprzedzeń. W kilkunastu zdaniach odniosłem się do złożoności kwestii, konsekwencji zanieczyszczenia, obowiązków samorządowych, potencjalnych kar i propozycji rozwiązania problemu.

Ku mojemu zdziwieniu, wpis był regularnie usuwany, prawdopodobnie zgłaszany przez kogoś jako nieodpowiedni. Po czterech próbach zrezygnowałem. To nie pierwsze takie zdarzenie, gdy w kontrowersyjnym lokalnym temacie moje posty są zgłaszane lub usuwane bez powiadomienia przez moderatora lub mechanizmy Facebooka. Zastanawiam się tylko, dlaczego.

W każdym razie przeczytałem wszystkie „prawidłowe” wpisy i z zażenowaniem odkrywałem nasze niechlubne cechy narodowe. Oczywiście, znalazły się też sensowne wypowiedzi, które ukazywały złożoność tematu lub dodawały argumenty za i przeciw. Niemniej jednak, większą część z nich stanowiły inwektywy, przepychanki lub wyrazy oburzenia – i nie miało tu znaczenia, czy komuś podobało się nagłaśnianie tematu zanieczyszczania powietrza, czy też nie. Oto kilka przykładów wyrażonych opinii (gdzieniegdzie porpawiałem pisownię):

Czy ktoś jest w stanie coś zrobić z takimi BURAKAMI !!!

Taki mamy węgiel.

Widać że Pani nie ma nic do roboty, z nudów obserwuje sąsiadów, jeśli by miała Pani choć trochę inteligencji, poszłaby Pani porozmawiać, tylko plotuch, tak z nudów pisze.

Trzeba takie zdjęcia publikować. Może wstyd spowoduje, że ktoś się nauczy palić.

Wszyscy są mądrzy, których stać na alternatywną metodę ogrzewania. (…) Mam wrażenie, że ludziom zaczyna wszystko przeszkadzać – począwszy od kominów, przez szczekające psy a na piejących kogutach kończąc. Przykro mi bardzo, że wszystkim się wydaje, że mieszkając na wsi, są na bezludnej wyspie.

Obudził się naród europejski naród a jeszcze 10 lat temu nie było tematu

Udostępniamy i piętnujemy Śmierdzieli

Pilnować swoich kominów

Proszę iść do sąsiadów i porozmawiać a nie robić sensację i na stronę wrzucać!

…. a tym co posadzają innych o palenie smiecmi to poproscie o wglad do kotlowni a nie szum na fb robicie, albo zaopatrzcie sie w maski antysmogowe… co w tych czasach ludzie maja w glowach az szkoda myslec co ich dzieci maja wpajane i co z nich wyrosnie….

Zaraz to usuną, jak poranny post, w tym samym temacie

Niedawno słuchałem w radiu reportażu na podobny temat, dotyczył on wywożenia odpadów do lasu oraz śmiecenia na ulicach. Wnioski były podobne do tych moich po lekturze fejsbukowej dyskusji.

Długa droga przed nami, zwłaszcza mentalnie.

Nie jesteśmy dojrzałym społeczeństwem. Nie dorośliśmy do troski o swoje otoczenie ani o swoje zdrowie. Nie potrafimy myśleć o innych, chyba że trzeba szukać winnego. Nie umiemy rozmawiać, nie umiemy się nawet konstruktywnie spierać. Nadal brakuje nam świadomości, a jeszcze bardziej chęci do zdobycia tej świadomości.

Mamy to, co się należy.

2 Replies to “Zrównoważony brak rozwoju”

  1. Zgadzam się niestety, zwłaszcza z ostatnim zdaniem. Przede wszystkim dostrzegam brak umiejętności prowadzenia dyskusji, czy to w przestrzeni publicznej, czy to w internecie. Może to nie do końca cecha tylko Polaków, trudno mi orzec, bo w większości obserwuję tylko polskie środowisko. (inna sprawa, że jakoś czytając zagraniczne fora, wdając się w rozmowy z obcokrajowcami za granicą, nie kojarzę, bym się żenowała lub czuła niesmak). Dominuje brak empatii, brak słuchania, roszczeniowość, przekonanie, że jest się ekspertem itp. Często jest to po prostu zwykłe gadanie, co ślina na język przyniesie.

    Z brakiem troski o przestrzeń wspólną wiąże się też: oblepianie czego się da banerami / reklamami, parkowanie auta w niedozwolonych miejscach, wyrzucanie śmieci gdzie popadnie, itp. Ktoś parkuje blokując i niszcząc (po roku płyty pękają) cały wąski chodnik za pieniądze podatników, zwraca się uwagę, a ten reaguje: „masz jakiś problem?!”…

    Przez chwilę byłam w podobnej grupie na Facebooku, zrzeszającej mieszkańców jednej dzielnicy pewnego dużego miasta. Pierwotnie traktowałam to jako platformę wymiany informacji typu fryzjer, lekarz, sklepy itd., z czasem pojawiły się tam takie „dyskusje”, że zrezygnowałam z bycia członkiem. Było tak, jak piszesz, a niekiedy i gorzej. Dziwne dla mnie było też to, że zachowania budzące ogólnie wątpliwości (np. rozjeżdżanie quadem terenów zielonych będących pod ochroną) wywoływały tysiące lajków, a garstka osób próbująca potępiać, konstruktywnie, była skazana na hejt. Czułam się fatalnie. Należę do ludzi, którzy chcieliby ulepszać świat 😉 i to było nie do zniesienia. Wyszłam z tej grupy i mimo, że od słyszę od kogoś czasem o ciekawym wpisie, to nie żałuję i nie sądzę, by mnie coś omijało. W pracy też uciekam, jak widzę, że dyskusja przeradza się w toksyczną rozmowę. Nie musimy brać w tym udziału, na szczęście!
    Pozdrawiam.

    1. Serdeczne dzięki, Marta, że podzieliłaś się przemyśleniami. Chyba całe życie uczymy się, kiedy warto zabrać głos, a kiedy lepiej nie. Wytrwania w chęci ulepszania świata życzę. Obyś się nie zniechęcała – nigdy.

Pozostaw odpowiedź Marta Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *