Rozbieranie w słusznej sprawie

Anja Rubik rozpoczęła niedawno walkę z zanieczyszczeniem oceanów. W związku z tym pozowała nago do sesji zdjęciowej. No, prawie nago, nie licząc akcesoriów w rodzaju torebek foliowych i plastikowych butelek.

Jakiś czas temu Kinga Rusin „rozebrała się w słusznej sprawie”, pozując do zdjęcia z okładki magazynu plotkarskiego. Próbowała zwrócić uwagę na współczesne wyzwania związane z ekologią. Chciałoby się skomentować, że gdyby nie ten (względny) negliż, nikt by o smogu czy krytycznej sytuacji śmieciowej na pewno nie usłyszał.

Kilka lat temu Joanna Krupa zapozowała do plakatu organizacji PETA jako goły „anioł” – z aureolą, skrzydłami i wielkim krzyżem zasłaniającym części intymne. W akcji chodziło o zachęcenie do przygarniania psów ze schroniska, zamiast kupowania „nowego” pupila. Cóż, wybór środków promocyjnych, jak dla mnie, dość nieoczywisty (żeby nie powiedzieć gorzej).

Myślę sobie, że przedziwny jest współczesny świat, w którym globalne, niekiedy śmiertelnie poważne problemy reklamuje się nagością. O kwestii użycia symboli religijnych nawet nie warto wspominać. Jak tu więc docenić dojrzałość takich inicjatyw? Nie przekonuje mnie argument w stylu „po prostu zwracanie uwagi”, „lepiej tak niż w ogóle” ani „przynajmniej dotrze to do większej ilości ludzi” – bo taką zazwyczaj słyszę linię obrony w kontekście podobnych inicjatyw.

Naprawdę nie da się inaczej? Co ci bardziej ruszy sumienie i zmotywuje do ograniczenia produkcji śmieci na co dzień – goły tyłek pani Anji czy widok 40 kilogramów plastiku w żołądku martwego wieloryba?

Odnoszę wrażenie, że takie seksualne (seksowne?) podejście do tematu robi więcej szkody niż pożytku. Czym więcej tego typu akcji, tym bardziej odbiera się powagę całej sprawie. Robi się z ekologii show, a nie długotrwałą kulturę. Wszystko zaczęliśmy już promować seksem. Kosmetyki, lody, kostkę brukową, uszczelki, opony, także czekoladę z „kinder” w nazwie. Przypomina mi się teraz pewna polska firma pogrzebowa, która co roku wypuszczała (może nadal wypuszcza) kalendarze z atrakcyjnymi kobietami, reklamującymi trumny w samej bieliźnie.

Być może osoby rozbierające się do takiej eko-sesji mają naprawdę szlachetne zamiary. Nie upieram się, że to tylko promowanie siebie w modnym temacie. Nie mam nic do Anji Rubik, jest mi szczerze obojętna. W porządku, że chce robić coś więcej, niż tylko prezentować na sobie ubrania (lub ich znaczący brak). Najpierw książka i edukacja seksualna, teraz zanieczyszczenie oceanów. Widocznie ma większą potrzebę. Okej, może inaczej nie umie. W gruncie rzeczy nie mi oceniać jej motywy. Jednak kiedy czytam taką wypowiedź: „kupuję tylko to, czego naprawdę potrzebuję i kocham, i pływam nago jak tylko mogę, ponieważ stroje kąpielowe posiadają w sobie maleńkie kawałki plastiku zwane mikrowłóknami”, to nie potrafię nie dostrzec groteskowości całego zjawiska.

Zwykło się mówić, że kobiety rozbierające się publicznie są pewne siebie, bezkompromisowe, wyzwolone, odważne… W nowoczesnym świecie to coraz bardziej popularna opinia. Cóż, nie tak wyobrażam sobie siłę i wolność kobiety. Nie umiem się też z takim obrazem pogodzić. Widocznie jestem milenialsem starej daty.

Na szczęście są jeszcze inne sposoby walki z plastikiem. Ośmielam się stwierdzić, że dużo skuteczniejsze. Takie, gdzie efekty widać od razu, a nie trzeba ich domniemywać ani tłumaczyć. Pisałem o nich w zeszłym roku, dorzuciłem też wówczas krótką prezentację motywacyjną. Osiem prostych wyborów. Kliknij TUTAJ i dołącz do walki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *