Polskie drogi (eksperyment duchowy)

Od jakiegoś czasu, gdy szukam idealnej metafory odnoszącej się do polskiej mentalności, do głowy przychodzi mi kierowca, który, chcąc ominąć progi zwalniające, wjeżdża na drugi pas.

Ewentualnie myślę o gościu zakradającym się po ciemku do lasu, by wyrzucić kilkadziesiąt kilo papy albo stary telewizor.

Temu drugiemu dam jednak dziś spokój, bo o kulturze śmieciowej już nie raz pisałem.

*

Taki przykład. Jakiś czas temu w mojej wsi miał miejsce wypadek. Niestety, ze skutkiem śmiertelnym. Pieszy został potrącony na pasach, które były słabo oświetlone. Było to drugie tego typu zdarzenie w krótkim odstępie czasu, więc gmina podjęła odpowiednie kroki.

Zaczęło się od rozstawienia znaków drogowych z „migającym pieszym” w krytycznych miejscach, np. przy placu zabaw.

Feralne pasy oświetlono dodatkową latarnią, pojawiły się także przy nich odblaskowe światełka.

Później ustawiono na głównej ulicy kilka progów zwalniających. Problem w tym, że przykręcono je jedynie na jednym pasie. Pas ruchu w przeciwną stronę był „wolny”, ponieważ zagrożenie powodowały pojazdy jadące w określonym kierunku. Dla przykładu – jeden próg zamontowano na prawym pasie kilkanaście metrów przed gmachem szkoły (jadąc od południa), a drugi próg znalazł się kilkanaście metrów przed szkołą, lecz od strony północnej.

Generalnie miało to sens. Nie uwzględniono jednak ważnego czynnika: polskiej mentalności.

Dziewięciu na dziesięciu kierowców omijało progi, zjeżdżając na przeciwny, „wolny” pas. Innymi słowy: nie zwalniali. Czasami wręcz wyjeżdżali na czołowe.
Domyślam się, że racjonalizowali to sobie sprytem („oszczędzam podwozie”), warunkami drogowymi („no przecież nikt nie jedzie”) lub umiejętnościami („spokojnie zdążę”).

Ci, którzy faktycznie zdążyli, byli pewnie dumni ze swojego sprytu i zdolności manewrowych. Ci, co nie zdążyli, z pewnością nie oszczędzili podwozia.

Po kilku tygodniach ktoś się zorientował, że w okolicy znalazło się wielu cwaniaków, więc zamontowano bliźniacze progi na sąsiednim pasie. Ponadto, asekuracyjnie przesunięto ich położenie względem punktów krytycznych.

Pech chciał, że na tej wysokości drogi były wydzielone autobusowe wysepki.

A zatem ponownie nie wzięto pod uwagę sprytu rodaków. Wszyscy bowiem zaczęli omijać oba progi wjeżdżając właśnie na wysepkę. Tuż koło nóg szkolnych dzieci, czekających na autobus…

Gmina musiała więc dostawić trzeci próg na jednej linii – dosłownie na wysepce. Groteska w czystej formie.

Na wszelki wypadek domalowano gdzieniegdzie na jezdni czerwone ostrzegawcze pasy.

Lubiący czarny humor mogliby rzec, że teraz nawet jakby się chciało kogoś potrącić, to się zwyczajnie nie da.

Ostatecznie trasa do sąsiedniej miejscowości wydłużyła się dwukrotnie. Sumiennie sobie na to kierowcy zapracowali.

*

W pracy zajmuję się zarzadzaniem ryzykiem. Zdobyłem też pewne doświadczenia z zakresu Compliance (czyli zgodności, np. z regulacjami prawnymi lub procedurami wewnętrznymi). Mam do obu dziedzin słabość. Ośmielę się nawet stwierdzić, że stosowanie się do reguł czy standardów jest rozsądne, zdrowe, czasem nawet sexy.

Przyjmuję też bez zbędnego tłumaczenia fakt, że środki zapobiegawcze wymyślono po to, by zredukować lub całkiem wyeliminować zagrożenia, a nie żeby zrobić komuś celowo na złość.

Niejednokrotnie przekonałem się, że w opinii wielu moje podejście jest co najmniej dziwne.

Nie do końca rozumiem, dlaczego tak wielu Polaków ma zakodowaną w genach niechęć do przestrzegania reguł – i to w wiekszości obszarów życia. Czy wiąże się ona z egoizmem, krótkowzrocznością, silnym indywidualizmem, a może nieskrępowaną potrzebą wygody?

Skarżymy się od lat na jakość polskich dróg, ale przecież to my odpowiadamy za ich wykonanie i użytkowanie.

Czasami, gdy podczas delegacji jadę przez zalesione „zadupie” w Danii, a znak nakazuje ograniczenie prędkości do 40 km/h, to wszyscy jadą 40 na godzinę. Nawet jeśli ma to trwać przez pół godziny. Podobne zjawisko zaobserwowałem w Anglii, Szwecji i Holandii. Czyli da się… A wszystko jest w głowie.

*

Piszę dziś wprawdzie o progach zwalniających, ale wpis dedykuję wszystkim tym, którzy resetują liczniki w samochodach. Którzy parkują równolegle na dwóch miejscach przeznaczonych do parkowania prostopadłego. Którzy w pełni sił zajmują miejsca dla inwalidów. Albo wyprzedzają na przejeździe kolejowym. Którzy palą w piecach plastikowe śmieci. Którzy wrzucają paragony i butelki do pojemników z wielkim napisem: „Baterie i płyty CD”. Wiercą dziury na dnie betonowego szamba. Wrzucają niedopałki do jeziora. Itp.

Pozdrawiam Was i proszę: opamiętajcie się! Świat nie jest (tylko) dla Was, a stosowanie się do ustanowionych reguł w żadnym razie nie jest powodem do wstydu. Wręcz przeciwnie.

*

Polecam pewien eksperyment duchowy dla początkujących. Działa leczniczo lub przynajmniej wspomagająco, niezależnie od wyznawanej wiary.  Niewierzącym też z czystym sumieniem polecam.

Wypróbowałem wszystko na sobie – skutków ubocznych nie doświadczyłem, a zdaje się, że mimochodem ćwiczenia wpływały pozytywnie na innych.

Oto kilka pierwszych kroków:

  • Czerwone światło na skrzyżowaniu traktuj jak światło czerwone, a nie „późne żółte”.
  • Uszanuj podwójną ciągłą.
  • Zapłać za parking tyle, ile się należy.
  • Skasuj bilet tramwajowy, choćby twoja trasa trwała jeden przystanek.
  • Płać za swoje śmieci.
  • Papierek po batoniku, butelkę po napoju albo niedopałek wrzuć do (właściwego) kosza, a nie na jezdnię czy trawnik. Nawet, jeśli tego kosza nie ma w zasięgu wzroku.
  • Jeśli do tej pory nielegalnie oglądasz seriale w sieci lub ściągasz muzykę, wykup sobie konto na platformie streamingowej.
  • Zapłać ten nieszczęsny abonament RTV.
  • Zachowuj się uczciwie na Allegro i OLX.
  • Odstaw wózek sklepowy na miejsce, nie porzucaj go na parkingu.

Na razie tyle.

Jak to mówią poradniki zdrowia i trenerki fitnessu – obserwuj swoje ciało w trakcie wykonywania ćwiczenia.

Od siebie dodam: przy okazji obserwuj swoje myśli i odczucia.

Przyjmujesz wyzwanie?

2 odpowiedzi do “Polskie drogi (eksperyment duchowy)”

  1. To, o czym piszesz zawsze kładłam na karb naszej przeszłości. Władza zawsze była zła: zaborca, okupant, komuch, więc nieprzestrzeganie jej zaleceń było naprostszą formą zewnętrznego buntu. Trudno zmienić myślenie. Tym bardziej, że bardzo wielu Polaków nadal uważa, że władza nadal chce obywatela upupić.

    1. Zdecydowanie przeszłość gra tu istotną rolę. Niełatwo pozbyć się naleciałości wynikających z historii, głównie naleciałości światopoglądowych. Pozostaje wtedy jednak pytanie, czy to oznacza, że będziemy juz zawsze powielać nawyki? Nawet gdy zmieni się rzeczywistość polistyczna o 180 stopni? Bo jeśli tak, to najprawdopodobniej przerzucimy te nawyki na dzieci, wnuki itd.

      Osobiście uważam, że wiele dzieje się też ze względu na wolę i wygodę. Jeśli uświadomimy sobie wolną wolę, to prościej będzie zrozumieć, że mamy możliwość wpłynąć na rzeczywistość (tym samym na jej zmianę). Przypomina mi to o pewnym kulturowym paradoksie, zgodnie z teoriami instytutu Geerta Hofstede. Otóż Polacy kulturowo są nosicielami pewnego paradoksu – jendocześnie wymagają wyraźnie zaznaczonej hierarchii, ale mają wielką potrzebę dążenia do indywidualizmu. Źródło: tutaj. A co do wygody – człowiek zazwyczaj jest jednak egoistycznym stworzeniem, więc szukać będzie łatwych wymówek i dróg na skróty.

      Serdeczne dzięki za podzielenie się opinią. Być może dałaś mi iskrę do pociągnięcia tego tematu w którymś z nastepnych wpisów. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *