Czy szczęście jest obowiązkowe?

Gdziekolwiek spojrzę, wszyscy chcą być szczęśliwi. Wszyscy chcą odnosić sukcesy.

Każdy może odnieść sukces! Te też możesz być szczęśliwy! Kup to i tamto! Zrób x albo y! Jedz tylko te produkty! Śpij tyle i tyle!

Podążanie za sukcesem stało się swoistą obsesją zachodniego społeczeństwa. Mamy tysiące poradników, artykułów, blogów i vlogów mówiących nam, co należy robić, aby być szczęśliwym i spełnionym, a tymczasem wskaźnik chorych na depresję stale rośnie.

Co więcej, wszyscy chcą, żebym to ja był szczęśliwy i odniósł sukces. Najlepiej spektakularny i w każdej dziedzinie.

Sklepy internetowe oświadczają, że szczęście mi się należy. Oferują więc produkty, dzięki którym będę w końcu szczęśliwy. Rok później będę mógł sobie te prezenty zaktualizować lub wymienić, bo inaczej nie będę szczęśliwy. Może nawet umrę.

Restauracjom zależy na moim dobrym samopoczuciu, dlatego urozmaicają menu (i ceny).

Banki wolą, abym zawczasu był szczęśliwy i odnosił sukcesy – zaproponują mi wówczas dopasowane produkty, abym mógł spełnić swoje skryte potrzeby. Wtedy ja i mój bank razem będziemy szczęśliwsi; spieniężymy sobie to szczęście.

Agencje rekrutacyjne oczekują, że jestem już szczęśliwy i pełen sukcesów, bo chcą mi zaproponować pracę, w której będę jeszcze szczęśliwszy i jeszcze bardziej spełniony.

Media społecznościowe pragną mojego szczęścia, bym mógł dzielić się nim ze znajomymi, którzy są równie szczęśliwi jak ja (nawet jeśli nie są).

Najdziwniejsze jest to, że nikt mnie tak naprawdę nie pytał, czy chcę być szczęśliwy, czy chcę tych sukcesów. Gdyby mnie ktoś zapytał, najprawdopodobniej powiedziałbym: “Nie wiem. Zdefiniuj sukces. Wyjaśnij szczęście”. Tylko wtedy, gdy przebrniemy przez definicje, będę mógł jasno stwierdzić, czy „sukces” i „szczęście” to faktycznie drogi, którymi warto podążać.

Myślę sobie, że być może wcale nie trzeba być szczęśliwym, przynajmniej według standardowych współczesnych definicji. Być może dobrze jest cierpieć. No, może nie cały czas (choć według niektórych koncepcji permanentność tu nie zaszkodzi, a wręcz bardzo pomoże). Pewnie ci, co regularnie cierpią, wyrzuciliby mi w gniewie, że nic nie wiem o cierpieniu. Że powinienem się zamknąć. Pewnie mieliby sporo racji, ale… być może tak do końca nie zwariowałem?

Nie to, że życzę komuś bólu i nieszczęścia, ale czy cierpienie jest błędne? Czy cierpienie jest jednoznacznie złe?

Gdy wspominam wielkie postacie z XXI wieku – choćby takie, jak św. Jan Paweł II, Gandhi, św. Matka Teresa z Kalkuty lub Nelson Mandela – czy poświęcenie i cierpienie nie było czasem ich wspólnym mianownikiem? Czy wpłynęliby tak znacząco na świat bez tych doświadczeń?

Jak dla mnie, życie nie jest dane nam tylko po to, żeby szukać szczęścia za wszelką cenę lub żeby odnieść sukces. Sukces jest zawsze względny. Szczęście jest tymczasowe. (Przypominam wcześniejszy, bardziej szczegółowy wpis o poszukiwaniach szczęścia). Żeby zrozumieć swoją wartość i powołanie, trzeba wpierw coś stracić, zostać odrzuconym, przegrać kilka(dziesiąt) bitew. Innymi słowy: trzeba dostać zdrowo po tyłku.

Nie przekonuje mnie popularna ostatnio, zwłaszcza w środowisku korporacyjnym, strategia win-win (w skrócie: każdy zwycięża, nikt nie przegrywa). A ściśle rzecz biorąc, irytuje jej nieumiejętne przenoszenie na różne obszary życia zawodowego, niekiedy także prywatnego.

Zbyt często nie zdajemy sobie sprawy, że ktoś nas wciąga w „grę” o coś. A w grze zazwyczaj jednak chodzi o zwycięstwo. Nawet jeśli pozornie obie strony zyskują, któraś zyskuje znacznie więcej – często kosztem drugiej strony. (Pozwolę sobie podkreślić: remis to nie zwycięstwo).

Czy widział ktoś mecz, w którym dwie drużyny grające ze sobą świętowały zwycięstwo po meczu? Albo kwestia „medali za udział”– czy faktycznie każdy, kto otrzymuje nagrodę za udział w biegu albo innym konkursie, jest prawdziwym zwycięzcą? To oczywiście duże uproszczenia, ale uważam, że zasadne w powyższym („służbowym”) kontekście.

Jeśli tak powszechnie wieszczy się teraz, że „każdy los wygrywa”, dlaczego mam poczucie, że przegrywamy ważną bitwę?

 

2 Replies to “Czy szczęście jest obowiązkowe?”

  1. Bardzo ciekawy artykul..mozna w tym momencie zatrzymać sie i przemyśleć o sobie o swoim życiu..Trudniej juz jest przełożyć to na realia😔

    1. Dzięki za podzielenie się wrażeniami! Tak, z całą pewnością nie jest to wszystko łatwe. Ja stosuję metodę „krok po kroku”.
      Pozdrawiam, Michał

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *