Wzmacnianie odporności

W ostatniej części popularnej trylogii o pewnym miliarderze (ze specyficznymi skłonnościami) i jego posłusznej ukochanej, para głównych bohaterów oddaje się cielesnym rozkoszom na kuchennym blacie. Odbywa się to z wykorzystaniem lodów. Niesamowite jest to, że choć filmu nie widziałem, a czytałem ledwie jego pojedynczą recenzję, wiem, jakiej marki były to lody. I choć intencją recenzenta było skrytykowanie nachalności w lokowaniu produktów, mogę z całą pewnością stwierdzić, że producent osiągnął wielki sukces. Nie dość, że złapał w pułapkę widzów, to jeszcze dotarł do osób, które na seansie nie były, a i tak już wiedzą, jakie lody warto kupić.

Oglądając filmy (najczęściej na platformach VOD) coraz częściej zwracam uwagę na to, jak narasta ilość reklamowanych w nich produktów. Tak jakby korporacje znalazły kolejny sposób na zarzucenie haczyka. Produkcje nie są przerywane reklamami jak w telewizji, odcinek serialu leci bez zakłóceń, więc się nie irytujesz. Tylko nagle zauważasz (albo i nie), że pokazywanie funkcji telefonu firmy X nie wnosi za wiele do fabuły. Myślisz sobie wtedy „hmmm”…

Zastanawiam się, jak w świecie, w którym rzekomo wystawiani jesteśmy na 4-10 tysięcy reklam dziennie, wyrobić w sobie mechanizm obronny na tę olbrzymią ilość komercyjnych informacji. Nie sądzę nawet, żeby udało się to osiągnąć w stu procentach. Z tych wszystkich reklam, które do nas docierają – bezpośrednio i pośrednio – ponad połowy pewnie nawet nie zauważamy.

Oczywiście jest sporo sposobów na to, by ograniczyć ilość wysyłanych do ciebie reklam, np. lepsze filtry spamu w mailach, ograniczenie źródeł informacji reklamowych (szlaban na TV lub wyciszenie bloków reklamowych), wzmocniona kontrola nad pozostawianiem danych osobowych na stronach internetowych, itd., itp.

Ale dziś chciałem zaproponować coś innego. Coś dla tych, którzy z reklamą stoją już twarzą w twarz. Metodą, którą stosuję ostatnio, by uodpornić się na manipulację, jest rozłożenie reklamy na części pierwsze.

Jasne, nie jest to możliwe za każdym razem, a nawet gdyby tak – szkoda nafty. Od czasu do czasu jednak warto zrobić sobie takie ćwiczenie. Rozbicie reklamy na atomy daje satysfakcję, że nie pozwalasz się zmanipulować, a zaczynasz rozumieć mechanizmy, które na ciebie działają lub dopiero mogą zadziałać. Trenujesz jednocześnie umiejętność logicznego myślenia. Z biegiem czasu nabierasz wprawy w odkodowaniu przekazu, robisz to coraz szybciej, wręcz „z automatu”. No i jest też przy tym trochę frajdy – o ile ktoś lubi ćwiczyć mózg.

A jak to się robi? Myślę, że każdy może znaleźć swój sposób. Moim jest zadawanie pytań. Przedstawię kilka przykładowych w odniesieniu do reklamy telewizyjnej. Z całą pewnością znajdziesz odpowiednie pytania do innych rodzajów reklam, poniższe przykłady bowiem wskażą ci kierunek myślenia.

  • Jaka jest forma przekazu?
    Szybki czy wolny montaż? Jakie czcionki i tła? Jaka muzyka? Co to za konwencja? Na poważnie czy na luzie?
  • Co jest treścią przekazu?
    O czym mówi historia w reklamie? Kto występuje? W jakim wieku i o jakim statusie? Do jakich stereotypów odnosi się reklama przekaz?
  • Kto mówi w reklamie?
    Ktoś z offu, „zwykły człowiek”, „profesjonalista” w fartuchu czy zadowolony klient? A może celebryta?
  • Jaki jest język reklamy?
    Formalny, naukowy czy żargon? Jak rozumiesz slogan? Skąd dany dobór słów? Jakimi przymiotnikami opisywany jest produkt lub usługa?

Czym częściej podochodzę w ten sposób do reklam, odnoszę wrażenie, że wzmaga się moja odporność na nie. Choć nie mogę tego wprawdzie udowodnić, to czuję, że ja mam kontrolę nad reklamą, a nie odwrotnie.

 

(A co do odporności ogólnej, to z nią nieco gorzej – stąd wpis dopiero dziś, gdy myślę nieco jaśniej niż w trakcie tygodnia).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *