Dobre uczynki mogą być łatwe (8 sposobów na walkę z plastikiem)

Zauważyłem, że przygotowując się do wcześniejszego wpisu o zanieczyszczeniu plastikowymi odpadami, zacząłem zwracać większą uwagę na to, w jakich okolicznościach towarzyszy mi ten „surowiec”. Nie jest wprawdzie sensacją, że plastik znajduje się praktycznie wszędzie wokół nas, lecz przy dokładnej obserwacji można się nadal bardzo zaskoczyć, jak bardzo jesteśmy od niego uzależnieni.

Czytając ten wpis prawdopodobnie akurat dotykasz czegoś z plastiku, prawda?

Jak słusznie wspomniała pod poprzednim postem Ysabell, produkty zaczynają być pakowane w przesadny sposób. Przykład: krem w słoiczku kładzie się do kartonowego pudełka, a potem jeszcze obleka w folię. Pamiętam, że kilka kupionych przeze mnie płyt DVD było zapakowanych w podwójną folijkę. Absurd, do którego w znacznej mierze już przywykliśmy i traktujemy jak normę.

Producenci i marketingowcy, chcąc zwiększyć prestiż i jakość (a raczej wrażenie jakości) swojego wyrobu, przykładają coraz większą wagę do opakowań. Z jednej więc strony mamy bardziej finezyjne podejście m.in, do kształtu i koloru pudełka, a z drugiej strony otrzymujemy ten sam (lub gorszy) produkt, którego wspaniała formuła, skuteczność i „ekologiczność” polega na dobraniu odpowiedniego tekstu i ściągającej wzrok czcionki.

Zacząłem się zastanawiać, czy ta wielowarstwowość i bajerność opakowań nie ma czasem oddziaływać na naszą podświadomość, podsycając uczucie niecierpliwości i radości z dobrania się do zakupionego artykułu… Taki perfidnie podkręcany zew konsumpcyjny. Coś w rodzaju amoku, w którym dzieci zdzierają ozdobny papier z prezentów.

Odpowiedni PR robi swoje. Istotny jest fakt, że coraz więcej europejskich firm mówi o tym, jak to zmniejsza ilość odpadów i jest coraz bardziej „eko”, czyniąc otoczenie wolnym od zanieczyszczeń. Podsumowuje to wykres pokazujący produkcję plastiku przez ostatnie dziesięciolecia. Fakt, Europa wypada dość pozytywnie, biorąc pod uwagę, że wskaźnik utrzymuje się na podobnym poziomie w ciągu ostatnich 10 lat, gdy w skali światowej nieustannie i niepokojąco rośnie. Ale zastanówmy się jednak, gdzie produkowana jest większość tych wszystkich produktów. Co z oczu, to z serca, nieprawdaż?

Mieszane uczucia mam też do korporacyjnego zjawiska o nazwie CSR (Corporate Social Responsibility). Jest to coraz powszechniejszy element strategii w wielkich firmach, mający na celu – w ramach odpowiedzialności wobec społeczeństwa – wykorzystanie zasobów ludzkich, finansowych bądź asortymentowych do działania na rzecz środowiska, wsparcia edukacji lub walki z ubóstwem. Brzmi szlachetnie, nie przeczę. Z drugiej strony inicjatywy CSR to potężne narzędzie brandingowe, wspierające markę na rynku (wystarczy przejrzeć feedy na LinkedInie), a także wśród własnych kadr. Bardzo często akcje CSR bazują na wolontariacie pracowników, którzy poza „klepaniem” pragną coś zmienić, zrobić coś znaczącego. Najczęściej jest to możliwe dopiero po godzinach.

Motywacja – dodatkowe koszty = zysk firmy

Moi pracodawcy zachęcali do udziału w podobnych inicjatywach. Pamiętam akcję, gdy grono liderów wybrało się do lasu na 2-3 godziny, by pozbierać śmieci. I to jest jak najbardziej w porządku. Towarzyszyła temu cała akcja promocyjna działu z uwzględnieniem sesji fotograficznej – i to w sumie też jest okej.

Ale co mam myśleć o tych wszystkich zbiórkach starego sprzętu komputerowego czy nieużywanych już okularów, które są wysyłane do Afryki celem wsparcia ubogich? Sam nie wiem. Nie jestem tego jednoznacznie ani pochwalić, ani potępić. Mam jednak poczucie, że ktoś w ten sposób rozwiązuje dwa problemy (czyjś i swój), zostawiając jednak innym – w gratisie – problem dodatkowy.

Wojna z plastikiem potrwa jeszcze długo, ale nadal nie jest za późno, by podjąć rękawicę. I nawet jeśli ostatecznie nasz ekosystem miałby odnieść porażkę, to zdecydowanie warto ją opóźnić w czasie. Wbrew pozorom, można zmienić naprawdę dużo dzięki małym gestom i drobnym decyzjom. Poniżej kilka roboczych sugestii:

  1. Ogranicz kupno butelkowanej wody. Jeśli mieszkasz w dużym mieście lub jego okolicach, prawdopodobnie twoja kranówka jest równie dobra jak woda źródlana z marketu. Sprawdź to i zmień nawyk. Bardzo możliwe, że „wszystko jest w głowie”.
  2. Nie bierz reklamówek ze sklepu. Zainwestuj w płócienną torbę, skrzynkę, pudełka lub słoiki.
  3. Nie wyrzucaj torebek foliowych po jednym użyciu. Na pewno znajdziesz okazję, by skorzystać z foliówki jeszcze raz (albo i kilka razy).
  4. Recykluj plastik, zwłaszcza ten opatrzony kodem PETE lub HDPE (najlepiej recyklowany)
  5. Grillowanie z plastikowymi talerzykami jest wygodniejsze niż zmywanie, ale spróbuj skorzystać jednak ze zwykłych sztućców i talerzy.
  6. W sklepach wybieraj te produkty, które tworzą jak najmniej odpadów, np. pasty do zębów bez kartonika lub warzywa bez tacek.
  7. Biznes zabawkowy to jeden wielki, plastikowy ocean. Jeśli trochę się zastanowić, to znajdzie się sporo pomysłów na zabawki z innego materiału (np. z drewna, tkaniny lub papieru). Starajmy się nie tworzyć dzieciom otoczenia, które w większości składa się z plastiku.
  8. Podaj dalej. Mów, radź, szokuj statystykami. A przede wszystkim – dawaj dobry przykład. On najbardziej zmotywuje innych.

Sposobów jest naturalnie więcej, ale tych kilka pomysłów to – jak sadzę – solidny pomysł na start. Jestem przekonany, że po zastosowaniu się do powyższych sugestii masz sporą szansę wkręcić się w temat. Fakt, na pewno łatwiej jest odpuścić, brać ten plastik jak leci, kupować mineralkę w sklepie zamiast ciągle pamiętać o swoim termosie czy termicznym kubku. Niemniej jednak nie jest to tak trudne, jak się wydaje.

Odrobina dyscypliny i będzie dobrze. Pamiętaj, to jest wojna!

P.S. A gdy poczujesz, że twoja siła woli spada, przejrzyj sobie  Eko-motywator (39 pobrań) – niedługą prezentację, która będzie ci przypominać, dlaczego w ogóle ta wojna trwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *