Tresura stresu (zapowiedzi)

Miewałem już regularny ucisk na wysokości splotu słonecznego w drodze do pracy lub na widok biura. Ze zmęczenia krwawiłem z nosa w firmowych toaletach, traciłem na chwilę wzrok lub zdolność płynnego mówienia.

Wielokrotnie bywałem świadkiem płaczu, wybuchu wściekłości lub ataku paniki w miejscu pracy.

Różne przyczyny, różne objawy, ten sam mianownik. Przeładowanie. Napięcie. Stres.

Mój obecny pracodawca to trzecia korporacja, w której przyszło mi pracować. Pierwsza, w której otwarcie mówi się o stresie i aktywnie zapobiega jego wystąpieniu.

Do tej pory zdobywałem doświadczenie w różnych sektorach: outsourcingu, instytucji finansowej oraz dystrybucji.

Pracowałem m.in. jako szeregowy księgowy ds. należności, lider trzech operacyjnych zespołów, menadżer ds. ryzyka i kontroli, dyrektor działu operacyjnego, partner ds. zarządzania w dziale przeciwdziałania praniu pieniędzy. Obecnie wróciłem do roli specjalistycznej, przyjmując rolę analityka ryzyka biznesowego.

7 różnych działów/zespołów przez niespełna 10 lat (rocznica w maju).

Czy to dużo? I tak, i nie.

Czy to wystarczy, żeby się wypowiadać w tym temacie i radzić innym? I tak, i nie.

Kłopot w tym, że nie istnieje limit stanowisk czy przedział czasowy, po którym wolno powiedzieć: „OK, teraz już mogę wtrącić swoje trzy grosze”.

Nie jestem autorytetem, doradcą personalnym czy mówcą motywacyjnym. Ani ze mnie coach, ani psycholog.

Mogę jednak z czystym sumieniem powiedzieć, że doświadczyłem wielu wartościowych sytuacji w życiu zawodowym, które przez lata kształtowały mój styl pracy oraz osobowość. Zwiedziłem przy tym oba bieguny pracy korporacji – tę pozytywną oraz tę mroczną stronę. Setki razy dostawałem po tyłku, w taki czy inny sposób, lecz sporo rzeczy udało mi się osiągnąć.

Lubię myśleć, że mam dość dobrze rozwiniętą umiejętność (świadomej) adaptacji, ponieważ nawet do największego absurdu umiem się dostosować. To oczywiście często pomaga, ale w skrajnych sytuacjach niestety bardziej przeszkadza. Nie zawsze warto się adaptować. Jest pewna granica, której przekroczenie wiąże się z przyzwoleniem na to, by porwał cię wir korporacyjnego szaleństwa. To twoje wartości i/lub twój indywidualny, dopuszczalny poziom stresu. I nie ma znaczenia, czy pracujesz w korpo-świecie, w średnim przedsiębiorstwie czy też małej, prywatnej firmie.

Ten wir dopadł i mnie. Na szczęście umiałem się z niego wydostać. Jak się okazało – tylko po to, by po jakimś czasie wpaść w niego ponownie, gdy tylko nieco uśpiłem czujność. Musiałem więc przeciwdziałać od początku.

No dobrze, ale po co w ogóle o tym mówię?

Otóż zbliża się nowa „kampania” na blogu. Dotyczyć będzie zarządzania stresem w miejscu pracy. Moim celem jest zaproponowanie takich technik pracy w firmie, które pomogą ci zwiększyć wydajność i satysfakcję z wykonywania codziennych zadań.

Najpierw musisz zrozumieć jedno. Korporacje, same w sobie, nie są problemem. Są nim ludzie. Ich decyzje. Ich brak decyzji.

Część tych ludzi znajduje się poza twoim zasięgiem wpływu, ale cześć się w nim mieści. Dlatego jeśli chcesz coś zmienić, zacznij od obszaru, na który masz największy wpływ. Czyli od siebie.

Nie zamierzam cię zarzucać łączami i przypisami. LinkedIn, HBR.org oraz Inc.com pełne są specjalistycznych artykułów. Półki w księgarniach aż wyginają się od ciężaru poradników dotyczących rozwoju zawodowego i osobistego.

Niektóre z prezentowanych tutaj pomysłów mogą się zdawać oczywiste, gdzieś-już-słyszane. W porządku. Nie przeczytasz tu przełomowych teorii czy praktyk. Skupię się na tym, co pomogło mnie. Do niektórych rzeczy doszedłem sam, o niektórych słyszałem lub czytałem, by potem zastosować je w życiu. Mam wielką nadzieję, że z nich skorzystasz. Spróbować – nie boli, a zapewniam cię, że pierwsze efekty odczujesz już po krótkim czasie.

Zapraszam więc na bloga za tydzień, a później w co trzeci piątek miesiąca. Na ten moment planuję kampanię na około 10 postów – każdy z innym motywem. Wyszukasz je po hasztagu #TresuraStresu.

_______________________________________________________________

Chętnie zapoznam się z twoim wrażeniami lub skutecznymi sposobami na utrzymanie rozsądnego poziomu stresu w miejscu pracy. Możesz, na przykład, zostawić komentarz lub wysłać mi e-maila (Michal@JestemWiecMysle.pl). Z przyjemnością podzielę się ciekawymi praktykami w kolejnych wpisach na blogu.

Jeśli nie chcesz przegapić wpisu, zachęcam do subskrypcji bloga. Możesz to zrobić wciskając guzik z kopertą pod wpisem lub na górze strony, na bocznym pasku.

Być może też uznasz, że ktoś z twoich znajomych mógłby skorzystać na lekturze postów. Poleć je, prześlij, udostępnij – z całego serca zachęcam.

2 odpowiedzi do “Tresura stresu (zapowiedzi)”

  1. Jestem zszokowany symptomami doświadczanego przez Ciebie stresu. Mi pomaga sport przed pracą, najchętniej w formie dojazdu (rower, bieg, itp.). A do tego regularne dokształcanie się: zarówno w sprawach technicznych, organizacyjnych (systemy Getting Things Done), jak i interpersonalnych (kursy komunikacji).

    1. Dzięki wielkie za komentarz. Przyznam, że „Getting Things Done” było moim pierwszym krokiem w stronę zmiany na dobre. Bardzo mi pomogły te techniki, z wielu korzystam do dziś. Sport to zawsze dobre wyjście, najtrudniej jest jednak zacząć. Obecnie pracuję nad wyrobieniem nawyku. Czuć różnicę. Pozdrawiam serdecznie! /Michał

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *