Na świeczniku. Przemyślenia introwertyka

Podczas pierwszego tygodnia mojego zatrudnienia w poważnej instytucji finansowej przeżyłem prawdziwe, kontrolowane upokorzenie.

Uczestniczyłem wówczas w szkoleniu wstępnym razem z zespołem, którym przez następne dwa lata kierowałem. Jednym z bloków szkoleniowych było wprowadzenie do metodologii prowadzenia codziennych spotkań zespołowych. Takich na stojąco, przy białej tablicy z targetami, z analizą wyników i rozplanowaniem zadań.

Prowadzący wywołał mnie do najmniej wdzięcznej roli w symulacji – lidera zespołu (którym de facto wtedy byłem). Ćwiczenie polegało na poprowadzeniu spotkania, w którym każdy pełni określoną, skrzętnie zaplanowaną rolę. Moi przyszli współpracownicy, rzecz jasna, również grali w przedstawieniu swoje partie. Ich sekretnym zadaniem było robienie wszystkiego, by to zebranie rozwalić od środka. Czytaj dalej Na świeczniku. Przemyślenia introwertyka