Na niewidzialnej smyczy, czyli o trudnych rozstaniach ze smartfonem

W zeszłym roku zaproponowałem 13 sposobów na osiągnięcie cyfrowej równowagi. Choć lista nie jest pełna, każda z opisanych sugestii ma sporą szansę wpłynąć na jakość życia i zdrowia. O ile wprowadzenie zmian nie jest tak bardzo trudne, o tyle utrzymanie dobrych nawyków przez długi czas jest wielką sztuką. Bokserzy mawiają, że o wiele łatwiej jest zdobyć pas mistrzowski, niż go obronić. Ta analogia wydaje się tu zdecydowanie na miejscu. Czytaj dalej Na niewidzialnej smyczy, czyli o trudnych rozstaniach ze smartfonem

Na świeczniku. Przemyślenia introwertyka

Podczas pierwszego tygodnia mojego zatrudnienia w poważnej instytucji finansowej przeżyłem prawdziwe, kontrolowane upokorzenie.

Uczestniczyłem wówczas w szkoleniu wstępnym razem z zespołem, którym przez następne dwa lata kierowałem. Jednym z bloków szkoleniowych było wprowadzenie do metodologii prowadzenia codziennych spotkań zespołowych. Takich na stojąco, przy białej tablicy z targetami, z analizą wyników i rozplanowaniem zadań.

Prowadzący wywołał mnie do najmniej wdzięcznej roli w symulacji – lidera zespołu (którym de facto wtedy byłem). Ćwiczenie polegało na poprowadzeniu spotkania, w którym każdy pełni określoną, skrzętnie zaplanowaną rolę. Moi przyszli współpracownicy, rzecz jasna, również grali w przedstawieniu swoje partie. Ich sekretnym zadaniem było robienie wszystkiego, by to zebranie rozwalić od środka. Czytaj dalej Na świeczniku. Przemyślenia introwertyka

Jak nie być banerem (rozważania wędkarza, który stał się rybą)

Czy wiesz, dlaczego ryby nie biorą?

Bo są przejedzone.

*

„Nie noszę ubrań z logotypami. Nie będę płacił wielkim firmom za to, żeby być ich chodzącym banerem reklamowym”. Chyba jakoś tak to szło. Spodobało mi się owo stwierdzenie, które kiedyś usłyszałem (a może przeczytałem). Myślę, że mógłbym się z nim utożsamić i przełożyć na parę innych życiowych płaszczyzn. Czytaj dalej Jak nie być banerem (rozważania wędkarza, który stał się rybą)

Lunch pod presją

Niedawno umówiłem się z kolegą z poprzedniej pracy na lunch. Zdecydowaliśmy, że spotkamy się w biznesparku, gdzie jego firma ma siedzibę, a gdzie – o ironio! – także moja obecna firma ma jedno z biur. Raz na miesiąc, dla urozmaicenia, pracuję na starych śmieciach w centrum miasta, choć na co dzień wolę lokalizację bliżej miejsca zamieszkania.

Jarek (mój kolega) był menedżerem, niedawno jednak jego szefowa awansowała i zmieniła dział, w związku z czym pojawił się wakat. Jarek przejął jej funkcję, w związku z czym stał się teraz menedżerem innych menedżerów. Dział na około 200 osób, wiodąca instytucja finansowa, dział operacyjny w sektorze przeciwdziałania praniu pieniędzy. Brzmi nieźle. Dla niektórych nawet ostro. Nowa służbowa mazda 6 i tego typu tematy… Czytaj dalej Lunch pod presją

Omnia mea mecum porto, czyli jak się ograniczać w drodze

Piszę te słowa nad chmurami, widok za okienkiem przypomina oglądany z góry lodowiec. Jakieś pół godziny temu opuściłem lotnisko w Kopenhadze. Przez ostatnie trzy tygodnie nieustannie zmieniałem lokalizacje. Okęcie, Landvetter, Okęcie, Schiphol, Okęcie, Kastrup, Gardermoen, Kastrup, Okęcie, Kastrup, Okęcie. W trzy dni przejechałem w poprzek Danię. Dwa razy. W niespełna tydzień – niemal całą Holandię. Ostatni post opublikowałem zresztą na lotnisku w Amsterdamie, czekając na otwarcie gate’u. Czytaj dalej Omnia mea mecum porto, czyli jak się ograniczać w drodze