Tylko i aż (o tym, jak wędkowanie zmienia człowieka)

Zapach sosen i szum wiatru w koronach. Kruki w zaroślach, perkozy na jeziorze, a nad głową jastrzębie. Hałaśliwe gody żab lub uklejki wyskakujące na powierzchnię… Mieszkam blisko wielkiego miasta. I choć mam nieraz okazję poobserwować nieco więcej natury niż ci w centrum, to jednak wypad nad jezioro to zupełnie inna historia.  Czytaj dalej Tylko i aż (o tym, jak wędkowanie zmienia człowieka)

Lunch pod presją

Niedawno umówiłem się z kolegą z poprzedniej pracy na lunch. Zdecydowaliśmy, że spotkamy się w biznesparku, gdzie jego firma ma siedzibę, a gdzie – o ironio! – także moja obecna firma ma jedno z biur. Raz na miesiąc, dla urozmaicenia, pracuję na starych śmieciach w centrum miasta, choć na co dzień wolę lokalizację bliżej miejsca zamieszkania.

Jarek (mój kolega) był menedżerem, niedawno jednak jego szefowa awansowała i zmieniła dział, w związku z czym pojawił się wakat. Jarek przejął jej funkcję, w związku z czym stał się teraz menedżerem innych menedżerów. Dział na około 200 osób, wiodąca instytucja finansowa, dział operacyjny w sektorze przeciwdziałania praniu pieniędzy. Brzmi nieźle. Dla niektórych nawet ostro. Nowa służbowa mazda 6 i tego typu tematy… Czytaj dalej Lunch pod presją

Święta na piątym biegu. Wstęp do poradnika survivalowego

Photo by Buzz Andersen on Unsplash

Gdy patrzę w przeszłość, święta Bożego Narodzenia na poziomie emocji i stanu ducha kojarzą mi się ze zmęczeniem, napięciem, kłótniami, niezadowoleniem z siebie lub innych. Nie chcę przy tym demonizować, to tylko niektóre składowe; w głowie mam również mnóstwo miłych i radosnych wspomnień z tego okresu. Kłopot w tym, że święta – z założenia – powinny być tylko i wyłącznie wesołe, spokojne i zdrowe. Tego sobie przecież życzymy, łamiąc się opłatkiem. Czytaj dalej Święta na piątym biegu. Wstęp do poradnika survivalowego

Cyfrowa równowaga. Porady niedoszłego mistrza zen

O tym, jak prawie stałem się zen w pracy

Zdarzyło mi się wygrać kiedyś smartfona w konkursie organizowanym przez magazyn o rozwoju osobistym. Konkurs stał pod hasłem „Jak być zen w pracy” (cokolwiek to znaczyło – sponsorom zależało przede wszystkim na nawiązaniu do serii lansowanego produktu). Temat mnie zaciekawił, w dodatku uważałem, że była mi wtedy potrzebna wymiana laptopa. Napisałem wiec kilka zdań od siebie, które dobrze do siebie pasowały i niosły ze sobą rozmaite odniesienia kulturowe. Okazało się, że wygrałem jedną z trzech nagród. Co prawda nie laptopa, a telefon, lecz przyjąłem go równie ciepło, ponieważ rzadko wygrywam cokolwiek.

W konkursowej wypowiedzi pisałem o tym, w jaki sposób można stworzyć lepsze warunki do pracy i biurze. Wówczas nie byłem jeszcze tak bardzo zdyscyplinowany jak mistrz zen (choć wygrana w pewnym sensie ustanowiła mnie nim); na tamten moment jedynie wiedziałem, co trzeba zrobić, żeby takim mistrzem zostać. Cóż, do dzisiaj nie osiągnąłem tego pułapu, ale gdyby jakiś mistrz zen poszukiwał asystenta lub specjalisty do spraw równowagi w miejscu pracy, moje CV przeszłoby z miejsca do następnej rundy. Czytaj dalej Cyfrowa równowaga. Porady niedoszłego mistrza zen

My Why – czyli jak do tego doszło (cz. 3)

Praca nad sobą to praca bez końca. Najwyraźniej o tym zapomniałem, bo zacząłem marginalizować problemy. Mamy jesień 2017 roku i wróciłem niemalże do punktu wyjścia. Nie jest tak źle, jak już bywało, ale mózg i ciało ponownie wysyłają przedziwne sygnały ostrzegawcze.

W skali Holmesa i Rahe nadal pozostaję na poziomie 300+. W poprzedniej pracy mniej więcej co rok zmieniało się moje stanowisko na inne, każde z większą dynamiką zadań i odpowiedzialnością. Zaczęło mnie to obciążać nerwowo. Teraz, co prawda, zmieniłem pracę na mniej stresogenną, w dodatku z idealnym zakresem obowiązków, ale to wciąż kolejna zmiana otoczenia.

W domu mamy już dwie córki – od ponad roku jest z nami Amelia. Tak, jak w przypadku starszej pociechy, pojawienie się dziecka w naszym domu wiązało się z rozmaitymi, trudnymi okolicznościami. Ponadto zaniedbałem zdrowy tryb życia, z każdym miesiącem coraz rzadziej grałem w squasha lub słabiej motywowałem się do wsiadania na rower. Przytyłem – głównie w wyniku niewłaściwej diety, ale też nieregularnych posiłków lub skłonności do słodyczy i przekąsek. Czytaj dalej My Why – czyli jak do tego doszło (cz. 3)