Refleksje na półmetku (#minsgame, relacja druga)

Wprawdzie ten półmetek to taka „mniejsza połowa”, biorąc pod uwagę ilość utylizowanych przedmiotów, aczkolwiek „kalendarzowo” odnotowujemy z Martą 50% sukcesu.

W poprzednim wpisie o dziadku komentowałem ilość żelastwa, którą nagromadził przez całe życie. Teraz myślę sobie, że przyganiał kocioł garnkowi. Jak się okazało, wczorajsze pięć minut przy skrzynce z narzędziami pozwoliło mi przygotować pakiet rzeczy na dziś, który składa się tylko i wyłącznie z artykułów metalowych. A gdyby się uprzeć, to i do niedzieli wystarczy materiału… Czytaj dalej Refleksje na półmetku (#minsgame, relacja druga)

Edek i graty. Kilka słów o DNA

Pamiętam dzień, w którym mój przyszły szwagier nieomal zginął, przysypany rupieciami. To było kilka miesięcy po śmierci dziadka. Moja siostra i jej narzeczony robili remont mieszkania moich dziadków, żeby się wprowadzić do nieco większej przestrzeni.

Któregoś wieczoru pojechałem do nich po pracy, by pomóc Przemkowi przesunąć olbrzymi mebel w jednym z pokojów. Konieczne było najpierw opróżnienie szafy i nadstawki. Scena, którą zapamiętam na długie lata. Czytaj dalej Edek i graty. Kilka słów o DNA

Pierwsze klamoty za płoty (#minsgame, relacja pierwsza)

Mimo że wyrzuciłem wczoraj dwa korkociągi, spałem spokojnie. Nadal mam trzy.

Stara bejsbolówka, zduplikowany album o koktajlach, puszka przeterminowanej farby, jeden z czterech dzbanków do herbaty, leksykon lektur szkolnych sprzed trzydziestu lat, pęknięty kieliszek, używane gwinty do żarówek… Co łączy te wszystkie rzeczy? Czytaj dalej Pierwsze klamoty za płoty (#minsgame, relacja pierwsza)

Podarunek na ratunek, czyli linki pod choinki

Prezent malusieńki*

Będąc dzieckiem, wspaniale otrzymywać prezenty. Te świąteczne wywołują największą euforię. Inaczej, gdy już się dorosło i otrzymuje pluszowego misia, szlifierkę kątową albo biografię kogoś, kto cię ani ziębi, ani grzeje. To nie to samo, gdy podczas jednych świąt, dwadzieścia lat temu, dostało się za jednym zamachem transformera, figurkę G.I. Joe i gumowego tyranozaura. Czytaj dalej Podarunek na ratunek, czyli linki pod choinki

Cyfrowa równowaga. Porady niedoszłego mistrza zen

O tym, jak prawie stałem się zen w pracy

Zdarzyło mi się wygrać kiedyś smartfona w konkursie organizowanym przez magazyn o rozwoju osobistym. Konkurs stał pod hasłem „Jak być zen w pracy” (cokolwiek to znaczyło – sponsorom zależało przede wszystkim na nawiązaniu do serii lansowanego produktu). Temat mnie zaciekawił, w dodatku uważałem, że była mi wtedy potrzebna wymiana laptopa. Napisałem wiec kilka zdań od siebie, które dobrze do siebie pasowały i niosły ze sobą rozmaite odniesienia kulturowe. Okazało się, że wygrałem jedną z trzech nagród. Co prawda nie laptopa, a telefon, lecz przyjąłem go równie ciepło, ponieważ rzadko wygrywam cokolwiek.

W konkursowej wypowiedzi pisałem o tym, w jaki sposób można stworzyć lepsze warunki do pracy i biurze. Wówczas nie byłem jeszcze tak bardzo zdyscyplinowany jak mistrz zen (choć wygrana w pewnym sensie ustanowiła mnie nim); na tamten moment jedynie wiedziałem, co trzeba zrobić, żeby takim mistrzem zostać. Cóż, do dzisiaj nie osiągnąłem tego pułapu, ale gdyby jakiś mistrz zen poszukiwał asystenta lub specjalisty do spraw równowagi w miejscu pracy, moje CV przeszłoby z miejsca do następnej rundy. Czytaj dalej Cyfrowa równowaga. Porady niedoszłego mistrza zen