Trzy Prawa Mejla i kilka tajemnych sztuczek

MASZ 47 NOWych WIADOMOŚci

Inbox. Puszka, a może skrzynka Pandory. Broń masowego rażenia. Wróg numer jeden. Taki, bez którego jednak żyć (czyli pracować) nie potrafię.

E-mail ma, oczywiście, mnóstwo zalet. Umożliwia błyskawiczny kontakt z osobami z innego działu, piętra lub kraju. Pozwala natychmiast przesłać raport czy prezentację. Ułatwia organizację spotkań i kontrolę nad zadaniami. Programy służące do zarządzania pocztą, takie jak Outlook, proponują setki funkcjonalności, które mogą ułatwić użytkownikom codzienne zadania… A jednak tysiące ludzi na co dzień, gdy widzą kolejnego mejla, reagują niepokojem, irytacją, a nawet gniewem. Czytaj dalej Trzy Prawa Mejla i kilka tajemnych sztuczek

Cyfrowa równowaga. Porady niedoszłego mistrza zen

O tym, jak prawie stałem się zen w pracy

Zdarzyło mi się wygrać kiedyś smartfona w konkursie organizowanym przez magazyn o rozwoju osobistym. Konkurs stał pod hasłem „Jak być zen w pracy” (cokolwiek to znaczyło – sponsorom zależało przede wszystkim na nawiązaniu do serii lansowanego produktu). Temat mnie zaciekawił, w dodatku uważałem, że była mi wtedy potrzebna wymiana laptopa. Napisałem wiec kilka zdań od siebie, które dobrze do siebie pasowały i niosły ze sobą rozmaite odniesienia kulturowe. Okazało się, że wygrałem jedną z trzech nagród. Co prawda nie laptopa, a telefon, lecz przyjąłem go równie ciepło, ponieważ rzadko wygrywam cokolwiek.

W konkursowej wypowiedzi pisałem o tym, w jaki sposób można stworzyć lepsze warunki do pracy i biurze. Wówczas nie byłem jeszcze tak bardzo zdyscyplinowany jak mistrz zen (choć wygrana w pewnym sensie ustanowiła mnie nim); na tamten moment jedynie wiedziałem, co trzeba zrobić, żeby takim mistrzem zostać. Cóż, do dzisiaj nie osiągnąłem tego pułapu, ale gdyby jakiś mistrz zen poszukiwał asystenta lub specjalisty do spraw równowagi w miejscu pracy, moje CV przeszłoby z miejsca do następnej rundy. Czytaj dalej Cyfrowa równowaga. Porady niedoszłego mistrza zen

Co z oczu, to z serca

„Co z oczu to z serca”. Stare polskie powiedzenie, które słyszałem od dzieciństwa setki razy w co najmniej kilku kontekstach. Dopiero jednak od niedawna zrozumiałem, że to nie tyle kolejne porzekadło, co prawdziwa mądrość ludowa.

Podczas jednego z lepszych biznesowych szkoleń, w których uczestniczyłem, trener użył tego stwierdzenia przy okazji omawiania obsługi skrzynki mailowej. Zapchany „inbox” był wówczas moim poważnym problemem zawodowym, przekładającym się na jakość pracy, kontrolę na zadaniami i terminarzem – a przede wszystkim na uczucie przeładowania i wynikający z tego stres. Michał, czyli wspomniany trener, stwierdził, że wychodzenie z pracy z opróżnioną skrzynką jest jak najbardziej realne. Pamiętam, że na sali zapanowało poruszenie, później zaś rozbawienie – komentarz kwestionowali wszyscy zgromadzeni liderzy zespołów, nierzadko z kilkuletnim doświadczeniem. Ja „śmiałem się” chyba najgłośniej. Jeszcze po sesji, na stronie, uparcie polemizowałem z Michałem. Uważałem, że znawcom coachingu i doradcom zdecydowanie łatwo to wszystko powiedzieć. Że teoria teorią, a prawdziwe życie to coś zupełnie innego. Czytaj dalej Co z oczu, to z serca