Święta na piątym biegu. Wstęp do poradnika survivalowego

Photo by Buzz Andersen on Unsplash

Gdy patrzę w przeszłość, święta Bożego Narodzenia na poziomie emocji i stanu ducha kojarzą mi się ze zmęczeniem, napięciem, kłótniami, niezadowoleniem z siebie lub innych. Nie chcę przy tym demonizować, to tylko niektóre składowe; w głowie mam również mnóstwo miłych i radosnych wspomnień z tego okresu. Kłopot w tym, że święta – z założenia – powinny być tylko i wyłącznie wesołe, spokojne i zdrowe. Tego sobie przecież życzymy, łamiąc się opłatkiem.

Z dziesiątek rozmów i opowieści wiem, że sporo ludzi ma doświadczenia podobne do moich. Są ku temu istotne przyczyny. Jedną z nich jest presja zewnętrzna – nastrój świąteczny wpajany na siłę przez witryny sklepowe, promocje, marketingowy szum. Z drugiej strony jednak my sami wpędzamy się pułapkę. Nakładamy sobie zbyt ambitne cele i, pełni dobrych intencji, próbujemy przedobrzyć.

Dobra wiadomość jest taka, że można coś z tym zrobić – i to od zaraz. Najpierw trzeba sobie jednak odpowiedzieć na kilka pytań.

Jak wyglądają moje przygotowania?
Jeśli zaczynasz gruntowne sprzątanie domu, zakupy lub gotowanie na jakieś dwa dni przed Wigilią, to masz gwarancję stresu i atmosfery napięcia, być może nawet nie zrealizujesz niektórych założeń. Trudno wówczas poczuć świąteczny nastrój, niezależnie od ilości wysłuchanych świątecznych przebojów. Oczywiście to, w jakim stopniu twoje samopoczucie zostanie zakłócone, zależy od różnych czynników. Żeby jednak uniknąć problemu, można zdecydować się na któreś z dwóch prostych rozwiązań:

a) dokładnie zaplanuj przedświąteczne zadania i rozpocznij realizację odpowiednio wcześniej;
b) ogranicz listę zadań (np. tym razem nie umyjesz wszystkich szafek albo nie posprzątasz garażu).

Odkąd w naszym domu pojawiły się małe dzieci, coraz częściej decydujemy się na drugi wariant. Jeszcze nigdy nie żałowaliśmy – nie ma dla mnie takiej wysprzątanej szuflady, która zrekompensuje świąteczny stres.

Czy Wigilia powinna przypominać „clubbing”?
Jeśli w twoich planach wigilijnych jest odwiedzanie rodziców, teściów i/lub rodzeństwa czy dziadków, istnieje ryzyko, że fizycznie cię to zmęczy, a mentalnie nie będziesz tak naprawdę nigdzie. Bo siedząc w jednym miejscu będziesz się zastanawiać nad tym, o której się zebrać, żeby nie wyjść za wcześnie i nie urazić, ale znowu żeby nie dojechać za późno; jakie dania zjeść tu, a jakie tam, itp.

Jeśli 24 grudnia nie jesteś w stanie „scentralizować” bliskich, rozważ opcje rozłożenia wizyt na cały okres świąteczny. My z żoną od około dziesięciu lat stosujemy wigilijną zasadę „raz u jednych, raz u drugich” – o ile pierwszego roku rozwiązanie nie zyskało może wielu zwolenników, o tyle z biegiem czasu stało się naturalne, a wręcz wygodne dla wszystkich. Możemy wówczas bez pośpiechu i jakiejkolwiek presji skupić się na tym, co ważne – rozmowach, ciepłej atmosferze, zwyczajnym „byciu razem”.

Czy faktycznie muszę zjeść dwanaście potraw?
Trudno przy okazji omawiania zimowych świąt pominąć temat polskich tradycji związanych z wigilijnym stołem. Przypomina mi się taka scena z dawnego świątecznego posiedzenia, gdy osoba przygotowująca ciepłe napoje zapytała się gości, czego chcą do ciasta – kawy, herbaty czy suplementu na wątrobę… I to wcale nie był żart. Coż, tak wyglądają święta w krzywym zwierciadle. Jeśli mieszkasz w mieście, zwróć uwagę na to, jak często podczas Wigilii słychać jadącą na sygnale karetkę pogotowia. W wiadomościach prawdopodobnie usłyszysz, że w tym roku „x” osób wylądowało w szpitalu w wyniku przejedzenia.

Jeśli tradycja dwunastu potraw jest dla ciebie ważna, bo np. uznajesz przesąd związany z pomyślnością w ciągu roku albo nie chcesz zrobić przykrości pani domu – może chociaż warto mierzyć siły na zamiary? Maleńkie porcje z całą pewnością pozwolą organizmowi uniknąć szoku, a gospodyni (lub gospodarz) zniesie to lepiej niż fakt, że nawet nie chcesz spróbować jej/jego karpia w galarecie. Banalne? Być może. Dlaczego w takim razie podczas Świąt tyle w telewizji reklam związanych z dolegliwościami układu pokarmowego?

Wbrew pozorom wiele bożonarodzeniowego stresu „zawdzięczamy” właśnie tematowi posiłków czy związanymi z nimi zakupami i przygotowaniami. Najistotniejsze powinno być zatem uzmysłowienie sobie i innym prawdziwych priorytetów podczas kolacji. Zdaję sobie jednak sprawę, że nie jest to w Polsce takie łatwe.

Co z czasem dla mnie?
Jeżeli nie masz możliwości wydłużenia sobie świąt przez wzięcie dodatkowych dni wolnych, spróbuj dać sobie chociaż jeden dzień na odpoczynek – od odwiedzin, Internetu i codziennych obowiązków. Okres Bożego Narodzenia to czas dla najbliższych, owszem, ale powinien być również momentem ukojenia i refleksji. Odrzuć codzienne zmartwienia. Zapomnij o urazach i uprzedzeniach. Zwolnij idąc przez ulicę. Odłóż ten telefon. Zastanów się, co chcesz w sobie zmienić po Świętach, z kim odnowić kontakt, gdzie wyjechać. Pójdź spać wcześniej albo obudź się godzinę później.

* * *

Kwestia przeżywania Bożego Narodzenia to z jednej strony prosta, a z drugiej złożona kwestia, na którą nałożyć trzeba filtry indywidulanych preferencji, rodzinnych historii i tradycji. Nie ma jednego dobrego rozwiązania dla wszystkich. Niemniej jednak, gdy ktoś będzie ci w tym roku życzył „zdrowych i spokojnych”, zastanów się nieco dłużej nad tym, co wpływa na to, że twoje święta są zdrowe i spokojne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *