Kup, użyj, wyrzuć i kup – cz. 3: Gaszenie pożarów

Nie tak dawno w jakimś tygodniku widziałem komiksowy pasek o tym, jak to niby wprowadzono w Polsce nowy podział segregacji śmieci – na palne i niepalne. Wyjątkowo czarny to humor, ale trudno odmówić autorowi błyskotliwości.

Nie jestem pewien, czy to kwestia obecnego nagłośnienia w mediach, ale w ciągu dwudziestu lat o pożarach na wysypiskach śmieci słyszałem sporadycznie. Natomiast ostatnie dwa lata, a zwłaszcza ten rok, obfituje w newsy o kolejnych palących się składowiskach. Słowo „plaga” dobrze by opisywało skalę tego zjawiska. Serwis money.pl podaje, że od początku roku do 5 lipca odnotowano ponad 80 takich przypadków.

Informacje o incydentach w Zgierzu i Trzebini dopiero co obiegły cały kraj. Gaszenie pożaru w tym pierwszym mieście zajęło strażakom tydzień. W akcji udział wzięło 1000 strażaków! Co ciekawe, składowisko prowadzone było nielegalnie, a znajdowało się tam ok. 50 tysięcy ton śmieci z krajów zachodnio-europejskich – głównie plastik i papier. Warto zaznaczyć, że kilka dni później wysypisko stanęło w ogniu ponownie, najpewniej na skutek samozapłonu.

Z kolei w Trzebini płonęło składowisko byłej przetwórni odpadów gumowych – niestety również prowadzone nielegalnie. 69 zastępów strażackich oraz samolot gaśniczy walczyły z ogniem przez kilka dni.

Mapy wraz z opisami tegorocznych pożarów można zobaczyć na ciekawej Onetowej infografice lub na stronie remiza.pl – stan, odpowiednio, z końca maja i połowy czerwca.

Gdy poprzednim razem pisałem o wysypisku elektroodpadów w Guyiu, a także o tym, jak lokalne władze postarały się usprawnić sytuację, trafiłem na informację, że w ramach walki z masowym eksportem śmieci do Państwa Środka, rząd Chin zadecydował o definitywnym zakazie importowania 24 rodzajów śmieci (w tym kilku rodzajów plastiku). W kolejnych latach planuje zaś poszerzyć tę listę o kolejne 32 kategorie. Ponieważ Chiny w zeszłym roku były największym importerem plastiku, w pierwszym momencie idealistycznie pomyślałem, że zmotywuje to zachodni świat (czytaj: UE) do lepszego gospodarowania odpadami. Chwilę później jednak przypomniałem sobie o pożarach wysypisk w Polsce i od razu zdałem sobie sprawę, z jakiego rodzaju „motywacją” możemy mieć do czynienia.

Tyle że tu oczywiście nie chodzi wyłącznie o chińską blokadę (która nota bene zatrzymała odpady w Zgierzu przed wywozem na wschód). Istotnym problemem jest nieskuteczna strefa regulacyjna. Polska, idąc za wytycznymi unijnej dyrektywy odpadowej z roku 2008, od 2013 roku zaczęła się do nich stopniowo dostosowywać, co samo w sobie uznać trzeba za zjawisko jak najbardziej pożądane.

Niemniej jednak przepisy okazują się wadliwe. Mówi się o braku opłat depozytowych jako gwarancji, a także o potrzebie doprowadzenia do klarownej informacji, ile odpadów można zmagazynować. Kwestia monitoringu wysypisk i składowisk również pozostaje tematem do szczegółowej debaty.

Ponadto, kontrola jest niewystarczająca (służby celne, policja, inspektoraty ochrony środowiska), co wraz ze zbyt małą liczba instalacji do utylizacji odpadów prowadzi do patologii, czyli uaktywnienia szarej strefy. Specjaliści twierdzą, że zbyt łatwo otrzymać pozwolenie na magazynowanie odpadów, co sprzyja powstawaniu „firm-krzaków”, które potwierdzają przyjęcie śmieci do składowania, mimo że w rzeczywistości te odpady są gdzie indziej.

Pod wpływem ostatnich wydarzeń do konsultacji publicznych trafił właśnie projekt nowelizacji ustawy o odpadach autorstwa Ministerstwa Środowiska. Propozycje zmian w ustawie mają doprecyzować przepisy o ochronie przeciwpożarowej oraz postępowaniu po wystąpieniu pożarów odpadów. Ustawa ma na celu m.in. ograniczenie magazynowania odpadów z trzech lat do roku, zwiększenie sankcji administracyjnych i karnych, a wnioskowanie o zezwolenie na gospodarowanie odpadami ma być zdecydowanie bardziej restrykcyjne.

Tak czy inaczej, na ten moment wniosek jest jasny. Dopóki bardziej opłacalne będzie palenie śmieci, niż ich przetwarzanie czy legalne składowanie, dopóty liczba pożarów składowisk będzie rosła. I tu wracamy do koncepcji polskiego cwaniactwa, której poświęciłem uwagę we wpisie o kulturze śmieciowej. Przepisy to jedno, zaś egzekucja tychże – to druga strona tego samego medalu. Gdzieś na początku tego cyklu jest oczywiście masowa produkcja i konsumpcyjny szał.

Ale jest również czwarty aspekt: ludzka świadomość. I w tym ostatnim obszarze mamy – jako obywatele – największe pole do popisu. Możemy w łatwy sposób zdobyć wiedzę na temat problemu i ją w odpowiedni sposób zaaplikować w swoim życiu. Albo przekazać ją innym, by skłonić do refleksji lub działania.

Najbardziej w tym całym problemie boli mnie ludzka krótkowzroczność. Chęć zysku kosztem obecnych i następnych pokoleń, naszych dzieci i wnuków. Czy to brak dogłębnej wiedzy o konsekwencjach, brak wyrzutów sumienia, a może jeszcze coś innego? Rok w rok, na wielu płaszczyznach, obserwuję w naszym kraju krótkofalowe łagodzenie objawów zamiast dogłębnego doszukiwania się przyczyny źródłowej i – w rezultacie – rozwiązania problemu. Najwyraźniej my, Polacy, najlepiej odnajdujemy się jednak w „gaszeniu pożarów”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *