Podarunek na ratunek, czyli linki pod choinki

Prezent malusieńki*

Będąc dzieckiem, wspaniale otrzymywać prezenty. Te świąteczne wywołują największą euforię. Inaczej, gdy już się dorosło i otrzymuje pluszowego misia, szlifierkę kątową albo biografię kogoś, kto cię ani ziębi, ani grzeje. To nie to samo, gdy podczas jednych świąt, dwadzieścia lat temu, dostało się za jednym zamachem transformera, figurkę G.I. Joe i gumowego tyranozaura.

Istnieje szereg badań mówiących o tym, dlaczego ofiarowanie pieniędzy na święta nie jest dobrym rozwiązaniem. Mimo to jestem osobą, która nie pomyśli źle o członku rodziny tylko dlatego, że pod choinką znajdę kopertę z którymś z polskich króli (czasem lepsze to niż koszula w nietrafionym fasonie). Oczywiście, można ten problem obejść i zwyczajnie kogoś zapytać, co chciałby dostać – to rozwiązałoby kwestię nieudanego podarunku.

Niemniej jednak czasy są szalone. Pracując w korporacji, utrzymując z żoną dom i wychowując dwie córki potrafię sobie wyobrazić (a wręcz docenić), dlaczego ktoś decyduje się na kartę upominkową – unika stresu, tłoku i męczących wędrówek przez centra handlowe w poszukiwaniu „czegoś odpowiedniego”. Zazwyczaj ten idealny upominek po prostu się nie trafia, bo:

  • przyszły obdarowany już to ma (lub coś bardzo zbliżonego);
  • nie wiemy, co przyszły obdarowany uważa za „idealny prezent”
  • nie wiemy, gdzie tego szukać; lub
  • coś takiego w ogóle nie istnieje.

Nie chcę przez to powiedzieć, że rekomenduję rozwiązanie finansowe jako najlepsze, bo tak nie jest, ale z całą pewnością sprawdza się w określonych warunkach.

Nie ma wzorca, każda sytuacja ma swój kontekst. Jedno jest jednak pewne. Jeśli nie znamy kogoś naprawdę dobrze, nasze zadanie będzie utrudnione. Mówi się, że najlepszy prezent to taki, który jest spersonalizowany i potrzebny. Żeby znać czyjeś potrzeby, należy uważnie słuchać, obserwować i wyciągać wnioski. Innymi słowy, nie obędzie się bez poświęcenia czasu i pewnego wysiłku.

Być może dobry prezent wcale nie musi być przedmiotem sensu stricto. Może to być bilet do kina czy planetarium. Albo wzięcie na weekend dzieci pod opiekę. Może to być czas spędzony wspólnie, zwłaszcza gdy ten nie trafia się zbyt często. Może to być voucher na przejazd ferrari lub wypad do escape roomu. Albo upieczenie komuś ulubionego ciasta, przekazanie środków na cele charytatywne w imieniu obdarowanego. Sporo inspiracji można znaleźć na blogu Francine Jay o nazwie Miss Minimalist – zarówno dla osób promujących minimalistyczny tryb życia, jak i dla wszystkich pozostałych. Joshua Becker na blogu Becoming Minimalist dzieli się przewrotnymi 35 pomysłami na prezenty, których dzieci nie zapomną.

Od dwóch-trzech lat w mojej rodzinie praktykujemy inne rozwiązanie – nie dajemy sobie w ogóle prezentów na Boże Narodzenie. Jedynymi obdarowywanymi są dzieci. Widok zachwyconej buzi mojej córki, która odpakowuje podarunek wprawia mnie w świąteczny nastrój. Przy czym miewam wrażenie, że najbardziej ją cieszy sam widok upominku w ozdobnym papierze i moment odpakowywania, niekoniecznie zaś przedmiot sam w sobie.

Leo Babauta na blogu Zen Habits w ciekawy sposób podsumowuje kwestie dawania/niedawania świątecznych prezentów. Przy okazji odpowiada na najbardziej nurtujące w tym kontekście pytania i wątpliwości.

Przybieżeli do marketu

W ciekawym artykule autorstwa Adriana Furnhama, opublikowanym w Psychology Today, przeczytałem niedawno o trzech głównych tajemnicach świąt Bożego Narodzenia, które zaprzątają głowę współczesnego człowieka:

  • niepokalane poczęcie;
  • to, jak Święty Mikołaj mieści się w kominie;
  • co kupić rodzinie i przyjaciołom.

Pisano to z przymrużeniem oka, choć jeśli weźmiemy pod uwagę, że około 8% całorocznego budżetu rodziny przeznaczają na święta, jasnym stanie się, że trzecia „tajemnica” okazuje się tą najważniejszą.

Problem jest złożony, bowiem należy mierzyć się z kilka istotnymi czynnikami, takimi jak kategoria prezentu, wartość, intencja, wiadomość, którą podarunek ze sobą niesie, zasady wręczania, reguły przyjmowania czy nawet odmowa przyjęcia.

Jednej osobie damy przedmiot niosący osobistą historię (np. pierścionek po babce), innej przekażemy upominek-niespodziankę, a jeszcze innej ręcznie robiony sweter. Drogi prezent podarowany kobiecie na pierwszej randce może być odebrany jako insynuacja bądź znieważenie. Sprezentowanie komuś zestawu narzędzi może zostać uznane za wiadomość typu „twoje mieszkanie wymaga napraw”. Osobisty podarunek przekazany szefowi może wprawić go/ją w zakłopotanie. Bezosobowy, sztampowy prezent dla żony lub męża (np. szalik, skarpetki) po dziesięciu latach małżeństwa może zostać odebrany jako dobitny wyraz spadku zainteresowania.

Nietrudno się w tym pogubić. Dla ułatwienia, w kwestii „koszt kontra wartość” Furnham wyróżnia dwa główne czynniki kategoryzacji prezentów: sentyment i „substancję” (tu: zawartość, materiał, jakość). Z kolei w temacie adresowania upominków wyróżnia sześć kategorii, a także daje wskazówki, jak się poruszać w obrębie podziału.

Ciekawej puenty dokonuje zaś w innym artykule o podobnej tematyce: „[…]To, co w dużej mierze czyni podarunek specjalnym, to zdolność zindywidualizowania obdarowanego – po to, aby pokazać zrozumienie i troskę o nadzieje czy pragnienia innych. […] Chcemy wierzyć, że jesteśmy kochani za te cechy, które czynią nas wyjątkowo wartościowymi.”

Bilbord pasterzom mówił…

Trzy tygodnie temu komentowałem koncepcję Black Friday, która przywędrowała do naszego kraju i z punktu widzenia sprzedawców ma się całkiem dobrze. Na tyle, że prawdopodobnie z nami zostanie na dłużej (może nawet stanie się świąteczną „tradycją”). Firma Deloitte opublikowała niedawno rezultat tegorocznych badań w związku z czarnym piątkiem. Z ankiety wynika, że ceny produktów kupowanych tego dnia spadły średnio o zaledwie 1,3%. Gdy porównać to z medialnym szumem („wyjątkowe oferty”, „obniżki do 50%” itp.), powstaje drastyczna dysproporcja. Co więcej, ponad siedemdziesiąt procent produktów nie zmieniło ceny porównując z piątkiem poprzedzającym Black Friday.

W kolejnym badaniu pod szyldem Deloitte szacuje się, że w tym roku polskie gospodarstwo domowe wyda średnio 882 zł w związku z nadchodzącymi świętami, co stanowi wzrost o 2% w stosunku do poprzedniego roku. Ponad połowa tej kwoty zostanie przeznaczona na prezenty (451 zł), reszta na spotkania towarzyskie i artykuły spożywcze. Pozytywnym objawem jest fakt, że 42% budżetu ma zostać wykorzystana w sklepach internetowych, a ponad 39% deklaruje dokonać zakupów już w listopadzie – obie informacje zwiastują mniejsze tłumy w sklepach w grudniu.

Co ciekawe, z innego badania (przeprowadzonego w Stanach Zjednoczonych) wynika, że 69% Amerykanów zrezygnowałoby z wymiany upominków, gdyby ich rodziny i przyjaciele wyrazili na to zgodę. Większość z nich (60%) wolałaby spędzić czas właśnie z krewnymi lub znajomymi, gdyby nie konieczność zrobienia świątecznych zakupów.

Blisko połowa badanych (43%) przyznała, że odczuwa presję, by wydać na prezenty więcej niż może sobie na to pozwolić. Przykrym objawem tego zjawiska jest fakt, że w 2016 roku 63% osób z pokolenia baby boomers zaciągnęła dług na Boże Narodzenie (w pokoleniu X wskaźnik kształtował się na poziomie 58%, a 40% wśród pokolenia Y). Co więcej, jeden na czterech millenialsów nadal nie spłacił długu na karcie kredytowej, zaciągniętego podczas okresu świątecznego rok wcześniej…

Jeden na trzech Amerykanów zapytanych o to, czego nie lubią w świętach, podał trzy główne powody: komercjalizm/materializm, zmartwienia związane z finansami oraz zakupy i tłum.

W badaniu światowej renomy psycholog Karen Pine pt. Psychology of Gift Exchange dowiemy się m.in., że:

  • 1 osoba na 4 czuje się zaniepokojona lub bardzo zaniepokojona w związku z wręczaniem prezentu;
  • 1 osoba na 5 czuje się zaniepokojona lub bardzo zaniepokojona w związku z otrzymywaniem prezentu;
  • większość osób (77% kobiet i 69% mężczyzn) uważa, że w porządku jest okłamać kogoś, że prezent się podoba;
  • ponad połowa okłamała swoich bliskich na temat satysfakcji z otrzymanego prezentu.

To zaledwie kilka spostrzeżeń popartych danymi, ale wnioski wydają się nad wyraz czytelne.

Na koniec

Nie jest moją intencją namawianie do obchodzenia świąt w taki, a nie inny sposób. Kwestia wymiany prezentów to sprawa jak najbardziej indywidualna. Sam wiem, jaką przyjemność daje czterolatce widok wymarzonego prezentu, tym samym nie chciałbym swoich córek pozbawiać tego doznania (ani siebie – tego widoku).

Ważne, by zastanowić się nad tą kwestia chwilę i nie zatracić w czymś, co powinno być kwestią poboczną, a nie głównym powodem stresu czy nieprzyjemnej atmosfery w radosnym (z założenia) czasie.

Rachel Jonat na swoim blogu The Minimalist Mom ujęła to znakomicie: „Nie musimy kontynuować tradycji, które sprawiają, że jesteśmy spłukani, przytłoczeni i zmęczeni”.

Amen!

 

* Trawestacja tytułów polskich kolęd jest zabiegiem wyłącznie retorycznym, służącym uwypukleniu światopoglądowej degradacji świątecznych wartości, nie zaś objawem lekceważenia symboli lub uczuć religijnych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *