Pierwsze urodziny bloga

Stało się, mija właśnie rok od kiedy na Jestem, Więc Myślę pojawił się pierwszy wpis. Gdy stawiałem tę stronę, miałem z tyłu głowy małą wątpliwość, czy mój zapał do blogowania przetrwa próbę czasu, czy dam radę utrzymywać regularność postów, czy wystarczy mi tematów i słów, oraz czy w ogóle ktokolwiek będzie chciał czytać, co mam do powiedzenia.

Dziś publikuję swój okrągły 50 post, co daje niespełna jeden wpis na tydzień (dokładnie: 0,96) przez cały rok. Uważam więc, że regularność publikacji udało mi się utrzymać.

Moją stronę odwiedziło ponad 2 tysiące użytkowników z 34 krajów. Usiedli oni w sumie do witryny 3 tysiące razy, co dało z górką 7 tysięcy wyświetleń stron i 17 komentarzy. Póki co, 30 osób obserwuje JWM na Facebooku, a 28 doceniło stronę „polubieniem”.

Czy to mało, czy dużo? Chyba i tak, i tak. Porównując się z poważnymi i popularnymi blogerami, raczej ciężko mówić o krajowym sukcesie czy komercyjnym potencjale. Zresztą nie takie mam ambicje. Z drugiej strony jednak, to naprawdę przyjemny wynik dotrzeć do dwóch tysięcy Polaków na czterech kontynentach. Kiedy wykupywałem domenę, nie miałem żadnego targetu na ilość odbiorców. Wiedziałem tylko, że chciałbym jakichś mieć, zwłaszcza że głównym celem bloga jest dzielenie się spostrzeżeniami i prowokowanie refleksji. Mechanizm jest prosty – czym więcej osób dowie się o blogu, tym większa szansa, że ktoś może z jego treści skorzystać. A to dla mnie zdecydowanie wartość dodana.

Nie zarabiam na blogu, wręcz przeciwnie. Nie mam patronów. Opłacam z własnej kieszeni hosting i domenę, a od maja postanowiłem też odpłatnie promować wpisy na Facebooku, co pozwoliło mi dotrzeć do nieco szerszego grona odbiorców. Nota bene, większa część z Was zajrzała tu właśnie dzięki FB, co jest oczywiście logiczne, biorąc pod uwagę, że to moje główne narzędzie autopromocji.

Zawsze doceniam reakcje na portalach społecznościowych – wszelkie komentarze, recenzje, polubienia oraz udostępnienia to wielka pomoc w dotarciu do większej ilości osób, a z drugiej strony – forma docenienia wysiłków i zastrzyk motywacji do dalszej pracy.

Dlatego zachęcam. Nie namawiam – bo obecnie wszędzie ktoś nas próbuje do czegoś przekonać – tylko zwyczajnie zachęcam.

A tym, którzy docenili albo regularnie doceniają stronę czy pojedyncze posty – serdeczne dzięki!

 Zmiany

Po roku przyszedł czas na małe zmiany. Główną jest dodanie nowego panelu menu o nazwie „Start”, który zastąpił „Cel”. W Starcie znajdziesz krótkie powitanie na blogu oraz informację o nawigacji (w tym kilka linków do najpopularniejszych tagów na stronie). Ma to za zadanie ułatwić poruszanie się po stronie i szybsze dotarcie do konkretnych treści.

W ostatnich tygodniach odchudziłem nieco stronę główną. Zniknął widget „Ostatnio dodane” z paska bocznego, ponieważ stwierdziłem, że nie daje zbyt wielu korzyści; scrollowanie strony głównej z pięcioma zajawkami nie jest aż tak uciążliwe, więc nie ma sensu powielać funkcjonalności. Pozbyłem się też guzików do subskrypcji mailowej i kanału RSS – używane były sporadycznie.

Zdecydowałem się zawiesić promowanie bloga na Twitterze. Mimo że wolę właśnie ten portal społecznościowy, to nie umożliwił mi on uzyskania zbyt szerokiego audytorium. Pozostawiam zatem konto otwarte, ale nie zamierzam już publikować tam postów JWM, jedynie śledzić kilkanaście interesujących mnie profili. Głównym kanałem promocyjnym pozostaje strona na Facebooku. Nie planuję płacić za posty w nieskończoność, ale póki co popatrzę, jak to się będzie dalej rozwijać.

Będę też dążył do skrócenia publikowanych treści. Gdy zaczynałem, moim celem było trzymanie się powyżej 300 słów na wpis, co nie okazało się jednak wyzwaniem – pisałem przynajmniej dwa razy tyle. Powodem była chęć potraktowania tematów kompleksowo i dogłębniej. Ostatnio złapałem się na tym, że moje posty mają powyżej tysiąca słów (przekraczając nawet 1600). To z jednej strony pokrzepiające (pióro mi się nie wyczerpuje), ale z drugiej strony nie chcę niepotrzebnie zanudzać. Myślę, że taki luźny przedział 500-1000 słów jest akurat. Wolę publikować częściej a krócej, i z większym skupieniem na konkrecie.

 Wybrane statystyki

Jeśli chodzi o posty, największą popularnością cieszył się wpis o presji wydatków na dzieci (pierwszy post promowany w social media). Za nim uplasowała się ostatnia relacja z gry minimalisty oraz refleksja na temat noworocznych postanowień.

Najlepszym miesiącem pod kątem odwiedzin okazał się pierwszy miesiąc promowania postów na FB, czyli maj 2018, stronę odwiedziło wówczas 584 czytelników co dało 1300 wyświetleń. Najczęściej na Facebooku reagowano zaś na wpis o szukaniu definicji szczęścia. Polemika z treścią katalogu IKEA cieszyła się zaś najskuteczniejszą „klikalnością”.

Jeśli zaś chodzi o materiały do pobrania, to mój arkusz do wyznaczania celów („Celownik”) ściągnęliście już 120 razy. Stosunkowo młodszy „Eko-motywator” pobrano na razie 30 razy.

*

Na dziś to tyle. Weekend sprzyja świętowaniu, tak więc – bez zbędnych ceregieli – do następnego!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *