Cyfrowa równowaga. Porady niedoszłego mistrza zen

O tym, jak prawie stałem się zen w pracy

Zdarzyło mi się wygrać kiedyś smartfona w konkursie organizowanym przez magazyn o rozwoju osobistym. Konkurs stał pod hasłem „Jak być zen w pracy” (cokolwiek to znaczyło – sponsorom zależało przede wszystkim na nawiązaniu do serii lansowanego produktu). Temat mnie zaciekawił, w dodatku uważałem, że była mi wtedy potrzebna wymiana laptopa. Napisałem wiec kilka zdań od siebie, które dobrze do siebie pasowały i niosły ze sobą rozmaite odniesienia kulturowe. Okazało się, że wygrałem jedną z trzech nagród. Co prawda nie laptopa, a telefon, lecz przyjąłem go równie ciepło, ponieważ rzadko wygrywam cokolwiek.

W konkursowej wypowiedzi pisałem o tym, w jaki sposób można stworzyć lepsze warunki do pracy i biurze. Wówczas nie byłem jeszcze tak bardzo zdyscyplinowany jak mistrz zen (choć wygrana w pewnym sensie ustanowiła mnie nim); na tamten moment jedynie wiedziałem, co trzeba zrobić, żeby takim mistrzem zostać. Cóż, do dzisiaj nie osiągnąłem tego pułapu, ale gdyby jakiś mistrz zen poszukiwał asystenta lub specjalisty do spraw równowagi w miejscu pracy, moje CV przeszłoby z miejsca do następnej rundy. Czytaj dalej Cyfrowa równowaga. Porady niedoszłego mistrza zen

Wielce niepokojący stan rzeczy

Całe swoje życie gromadziłem rzeczy. Począwszy od przedmiotów codziennego użytku (jak ubrania i obuwie), przez sprzęty wykorzystywane sporadycznie (narzędzia, akcesoria, książki, DVD), a skończywszy na gadżetach, pamiątkach i najrozmaitszych szpargałach. Od dziecka przejawiałem skłonność do kolekcjonowania rzeczy. Myślałem nawet, że to fajna cecha. Czytaj dalej Wielce niepokojący stan rzeczy

Kilka słów o jeździe pod wpływem szkodliwych wartości

Uświadomienie sobie, że prowadzisz życie konsumpcyjne albo że jesteś materialistą, to jedno. Zmierzenie się z tym, to już inna sprawa.

Mnie dojście do pierwszego zajęło ponad dwadzieścia lat. Podjęcie się zmiany – mniej więcej dekadę.

Moja główna motywacja była w sumie bardzo prosta. Pisałem o niej wcześniej – długotrwały stres zawładnął moim ciałem i umysłem. Gdy mówi się „stres cię zżera”, można mieć wiele rzeczy na myśli. Ta metafora świetnie pasowała do mojej ówczesnej sytuacji. Czytaj dalej Kilka słów o jeździe pod wpływem szkodliwych wartości

Co z oczu, to z serca

„Co z oczu to z serca”. Stare polskie powiedzenie, które słyszałem od dzieciństwa setki razy w co najmniej kilku kontekstach. Dopiero jednak od niedawna zrozumiałem, że to nie tyle kolejne porzekadło, co prawdziwa mądrość ludowa.

Podczas jednego z lepszych biznesowych szkoleń, w których uczestniczyłem, trener użył tego stwierdzenia przy okazji omawiania obsługi skrzynki mailowej. Zapchany „inbox” był wówczas moim poważnym problemem zawodowym, przekładającym się na jakość pracy, kontrolę na zadaniami i terminarzem – a przede wszystkim na uczucie przeładowania i wynikający z tego stres. Michał, czyli wspomniany trener, stwierdził, że wychodzenie z pracy z opróżnioną skrzynką jest jak najbardziej realne. Pamiętam, że na sali zapanowało poruszenie, później zaś rozbawienie – komentarz kwestionowali wszyscy zgromadzeni liderzy zespołów, nierzadko z kilkuletnim doświadczeniem. Ja „śmiałem się” chyba najgłośniej. Jeszcze po sesji, na stronie, uparcie polemizowałem z Michałem. Uważałem, że znawcom coachingu i doradcom zdecydowanie łatwo to wszystko powiedzieć. Że teoria teorią, a prawdziwe życie to coś zupełnie innego. Czytaj dalej Co z oczu, to z serca

My Why – czyli jak do tego doszło (cz. 3)

Praca nad sobą to praca bez końca. Najwyraźniej o tym zapomniałem, bo zacząłem marginalizować problemy. Mamy jesień 2017 roku i wróciłem niemalże do punktu wyjścia. Nie jest tak źle, jak już bywało, ale mózg i ciało ponownie wysyłają przedziwne sygnały ostrzegawcze.

W skali Holmesa i Rahe nadal pozostaję na poziomie 300+. W poprzedniej pracy mniej więcej co rok zmieniało się moje stanowisko na inne, każde z większą dynamiką zadań i odpowiedzialnością. Zaczęło mnie to obciążać nerwowo. Teraz, co prawda, zmieniłem pracę na mniej stresogenną, w dodatku z idealnym zakresem obowiązków, ale to wciąż kolejna zmiana otoczenia.

W domu mamy już dwie córki – od ponad roku jest z nami Amelia. Tak, jak w przypadku starszej pociechy, pojawienie się dziecka w naszym domu wiązało się z rozmaitymi, trudnymi okolicznościami. Ponadto zaniedbałem zdrowy tryb życia, z każdym miesiącem coraz rzadziej grałem w squasha lub słabiej motywowałem się do wsiadania na rower. Przytyłem – głównie w wyniku niewłaściwej diety, ale też nieregularnych posiłków lub skłonności do słodyczy i przekąsek. Czytaj dalej My Why – czyli jak do tego doszło (cz. 3)