Na niewidzialnej smyczy, czyli o trudnych rozstaniach ze smartfonem

W zeszłym roku zaproponowałem 13 sposobów na osiągnięcie cyfrowej równowagi. Choć lista nie jest pełna, każda z opisanych sugestii ma sporą szansę wpłynąć na jakość życia i zdrowia. O ile wprowadzenie zmian nie jest tak bardzo trudne, o tyle utrzymanie dobrych nawyków przez długi czas jest wielką sztuką. Bokserzy mawiają, że o wiele łatwiej jest zdobyć pas mistrzowski, niż go obronić. Ta analogia wydaje się tu zdecydowanie na miejscu.

Czekałem z tym wpisem do poniedziałku nie bez powodu. Po weekendzie miałem bowiem możliwość wygenerowania cotygodniowego raportu z aplikacji, zainstalowanej w związku z eksperymentem, który zapowiedziałem w jednym z poprzednich wpisów.

Choć pomysł wyłonił się z kontekstu bycia wystawianym na działanie reklamy, to eksperyment miał mnie również zmusić do wyeliminowania komórkowych „rozpraszaczy”, wywołujących przeładowanie informacjami, spadek produktywności, a w konsekwencji przemęczenie i stres.

Dlatego też zdecydowałem się na przeprowadzenie działania, które miałoby na celu ograniczenie czasu spędzanego ze smartfonem.

Pierwszym etapem była kilkutygodniowa analiza średniego czasu spędzanego nad ekranem komórki. Korzystałem z aplikacji, która działała w tle i monitorowała moją smartfonową aktywność 24 godziny na dobę. Pomiaru dokonałem według następujących kategorii:

  • Screen time – czas korzystania z telefonu
  • Waking life – procent czasu spędzanego nad ekranem komórki w stosunku do czasu pozostałego, wyłączając okres uśpienia (sleep time)
  • Sleep time – okres uśpienia, czyli czas między ostatnim skorzystaniem z telefonu wieczorem, a ponownym skorzystaniem rano.
  • Pickups – ilość sytuacji, kiedy sięga się po telefon w celu skorzystania z niego.

Istotnym założeniem przy zbieraniu danych była rezygnacja z samokontroli, tzn. nie próbowałem wybielać statystyk, a działałem naturalnie, zgodnie z impulsami.

Dostępne są programy, które śledzą nawet czas korzystania z konkretnych aplikacji, co może prowadzić do ciekawych wniosków. Ja zdecydowałem się jednak na apkę z minimum funkcjonalności głównie z dwóch powodów.

Pierwszym jest dość dobra świadomość tego, gdzie umyka mi czas przed ekranem. Wolałem się skupić na całokształcie. Drugim powodem jest przekonanie, że czym więcej danych, tym więcej potrzeba czasu, żeby je zebrać i zanalizować, co prowadzi do… dłuższego siedzenia z komórką w ręku.

Niemniej jednak rozumiem, po co komu więcej danych (choćby po to, by się przekonać, że to np. nie Twitter zjada najwięcej czasu, a komunikator).

Wyniki (okres 16 kwietnia – 27 maja 2018)

Przedstawiam rezultaty badania. Oś pozioma to tygodnie. Linie przerywane to trend (linearny), a szare wskazują, jak kształtowały się średnie tygodniowe.

Dodatkowe statystyki – miniony tydzień

Wygenerowałem też dodatkowe wyniki z ostatniego tygodnia. Świetnie uzupełniają wykresy ogólne.

  • Pierwsze sięgnięcie po komórkę (średnio): 06:31
  • Ostatnie sięgnięcie po telefon (średnio): 23:55
  • Minimalnie sięgałem po komórkę: 36 razy na dzień
  • Maksymalnie sięgałem po komórkę: 75 razy na dzień
  • Średnio spędzałem nad komórką: 2 godz. 15 min. na dzień w tygodniu roboczym, w weekend znacznie mniej – 1 godz. 23 min.
  • Najdłuższe ciągłe użycie komórki: 32 minuty z rzędu
  • Najgorszy dzień pod względem czasu przed ekranem: 2 godz. 36 min.
  • Najdłuższy czas bez ekranu: 8 godz. 13 min.
  • W zeszłym tygodniu sięgałem po komórkę co 18 minut
  • Liczba lat w ciągu życia spędzonych nad ekranem komórki: 5,3
Wnioski

Może i spędzam mniej czasu z telefonem za dnia w porównaniu do innych użytkowników aplikacji (ich wyniki kształtują się na poziomie 23% waking life, czyli 3 godz. 57 min. dziennie), ale zakładam, że są to w znacznej mierze osoby, które podejrzewają u siebie problem z nadużywaniem telefonu. Tak więc nie ma co wpadać w euforię. Moje dwie godziny z okładem to okres, który z czystym sumieniem można uszczuplić. Faktem jest, że zdarza mi się czasem obejrzeć na telefonie odcinek serialu lub gmerać w playlistach podczas pracy. To oczywiście pogarsza statystyki, ale jest też czynnością, z której specjalnie nie zamierzam rezygnować. Niemniej jednak w eksperymencie chodzi o wykluczenie takich aktywności, które wcale nie są mi potrzebne, a dzieją się z powodu głupiego nawyku lub źle zagospodarowanej nudy.

Szczególne wrażenie zrobił na mnie wynik dotyczący tego, jak często sięgam po komórkę. Pewnego stopnia uzależnienia byłem świadom, ale i tak jestem zaskoczony, że siły woli starcza mi na niespełna 20 minut. I jeszcze to 5 lat życia zmarnowane nad ekranem…

Jesli coś mnie cieszy, to fakt, że weekend – a zatem czas dla rodziny – nie wiąże się ze zwiększonym użyciem komórki. A nawet przeciwnie.

Plan działania (etap I)

Były badania, była analiza, czas na sedno, czyli zmiany.

  1. Zwiększam samokontrolę – więcej uwagi poświęcę kontroli impulsów. Zaczęto mawiać, że scrolling is the new smoking. Widzę to na przystankach, pod restauracjami, w urzędach itp. Jakby nie było co robić z rękoma. Dlatego przed aktywowaniem telefonu zadam sobie pytanie, czy sięgam z potrzeby, czy z nawyku. Rezultaty sprawdzimy obserwując głównie wskaźnik pickups.
  2. Odpuszczam e-mail i social media. Nie otrzymuję przecież pilnych spraw na prywatny e-mail. W kwestii social media najwięcej czasu zabiera mi LinkedIn, bo czytam sporo artykułów i postów wyświetlanych na feedzie. Spróbuję nie zaglądać jednak częściej niż dwa razy dziennie. Co do reszty, to ważny procent czasu zajmuje obsługa strony bloga na Facebooku i kontrola aktywności. Tu też dwie kontrole dziennie powinny wystarczyć. Wpływ zmiany poznam obserwując wyniki na wykresach waking life i screen time.
  3. Szlaban na portale informacyjne. Zaczyna się niewinnie – pragnąc być na bieżąco z tym, co dzieje się na świecie, zaczynam zwykłą prasówkę, a kończę czytając dziewiąty artykuł o tym, że nadal nie wiadomo, czy Lewandowski przejdzie do Realu. Plan naprawczy? Portal odwiedzam raz dziennie. Dwa, jeśli dzieje się coś naprawdę ważnego w kraju lub na świecie. Zero głupot. Koniec z łapaniem się na haczyk clickbait (te wszystkie „sensacyjne” wiadomości). Wskaźniki screen time i waking life powinny adekwatnie zmaleć.
  4. Minimalizuję listę aplikacji – powinna być krótka. Odinstalowuję niepotrzebne apki lub usuwam z pola widzenia. Trzymam się tylko tych rzeczywiście potrzebnych lub wnoszących wartość do mojego życia.
  5. Nie zabieram telefonu tam, gdzie go nie potrzebuję. Przyzwyczaiłem się być na niewidzialnej smyczy przez większość doby. Zacznę więc od weekendowej rezygnacji ze spania z komórką. Nie potrzebuję wówczas ustawiania budzika, a do wskazywania godziny nadaje się równie dobrze zwykły zegarek. Drobną różnicę powinienem zaobserwować na wykresie sleep time.

Zdaję sobie sprawę, że dzisiejszy wpis jest mocno spersonalizowany, ale potrzebuję go, by zmobilizować się do poprawy jakości wolnego czasu. Przy okazji mam nadzieję, że i ty skusisz się na refleksję dotyczącą rozsądnego korzystania z telefonu (o ile jest to temat, który cię dotyczy).

Jeżeli chcesz podzielić się swoimi wrażeniami/doświadczeniami lub dowiedzieć się więcej o narzędziach, z których korzystałem, zachęcam do pozostawienia komentarza lub wysłania mejla na michal@jestemwiecmysle.pl.

2 odpowiedzi do “Na niewidzialnej smyczy, czyli o trudnych rozstaniach ze smartfonem”

  1. Bardzo zainteresował mnie Twój wpis, ponieważ sama mam ostatnio wrażenie, że tracę strasznie dużo czasu na zbędne korzystanie z telefonu. Czy mógłbyś podzielić się informacją z jakiej aplikacji korzystałeś?

    1. Agnieszko, miło, że zajrzałaś.
      Aplikacja nazywa się Moment, działa chyba tylko pod iOS (wszystkie omawiane funkcje dostępne są w funkcji darmowej). Jeśli Twój system to Android, na pewno znajdziesz sporo podobnych aplikacji, szukając po kluczu „app tracker”, „screen time” albo „phone addiction”.
      Trzymam kciuki za odzyskanie czasu i kontroli. Jeśli będziesz miała ochotę się podzielić wrażeniami, chętnie się z nimi zapoznam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *