Masz prawo nie wiedzieć

Kiedyś dziwiłem się ojcu, że nie chce oglądać niektórych filmów. Że woli obejrzeć jakiś głupawy serial typu Xena – Wojownicza Księżniczka czy Strażnik z Teksasu, albo nawet film familijny średnich lotów, kiedy w telewizji wyświetlano nowy super thriller z Hollywood czy uznany, realistyczny film o gliniarzach i bandytach.

Mój ociec sam był gliniarzem i przesłuchiwał setki przestępców. Tropił ich, ścigał, obezwładniał i aresztował. Większość swojego zawodowego życia spędził w wydziale dochodzeniowo-śledczym w komendzie wojewódzkiej. Innymi słowy: w najgorszym policyjnym bagnie.

Nieraz pytałem go, dlaczego, jako doświadczony policjant, woli oglądać jakieś bzdury oderwane od rzeczywistości, zamiast dobrego sensacyjnego filmu opartego na faktach.

Byłem szczylem, jeszcze nie rozumiałem. Odpowiadał, że na rzeczywistość już się napatrzył i więcej nie potrzebuje.

Kiedyś zajrzałem do jego teczki, gdy wyszedł z mieszkania, i wyciągnąłem akta, których nie powinienem był zobaczyć.

W końcu zrozumiałem też, dlaczego czasami musiał się od razu wykąpać po pracy – i co to za dziwny smród tkwił w jego ubraniu, które od razu wrzucał do pralki.

Sporo się w moim życiu zmieniło od tamtych dni. Zwłaszcza odkąd wybudowaliśmy z Martą dom, zaczęliśmy ciężko pracować na jego utrzymanie, a także gdy pojawiły się w nim dzieci.

Był taki moment, że zapragnąłem wiedzieć, co się dzieje na świecie. Zacząłem częściej oglądać programy informacyjne, robiłem tak zwane prasówki i uczestniczyłem w grupowych dyskusjach przy kawie ze znajomymi z pracy. Po jakimś czasie doszedłem do takiego wniosku: najważniejszą rzeczą na świecie jest robienie innym krzywdy.

Krzywdę robi się w rozmaity sposób. Ze skutkiem śmiertelnym albo nie. Najczęściej krzywdę robi się w wyniku polityki i niestabilności psychicznej lub emocjonalnej. Co do polityków, za krzywdę odpowiedzialni są rządzący, którzy przejmują władzę po poprzednikach po to, aby tamci nie robili już innym krzywdy. I tak w kółko.

Drugą najważniejszą w życiu sprawą są pieniądze. Podawane w egzotycznych walutach i w tradycyjnej złotówce. Mierzone liniami, słupkami, plusami i minusami. W kredycie lub debecie, w obiecującym brutto i rozczarowującym netto. Wadą pieniędzy jest jednak to, że zarówno ich brak, jak i nadmiar, nieustannie prowadzi do zrobienia komuś krzywdy.

Trzecim najważniejszym zagadnieniem jest ciało. Najczęściej ciało kultowe, smukłe i wysportowane, nasmarowane olejkiem i kremem z witaminami, nabłyszczone jak porsche w salonie; ciało wypełnione pół-szlachetnymi środkami, kuszące, wakacyjne, bez rozstępów i blizn, błyskawicznie doprowadzone do formy po ciąży, starannie wydepilowane; ciało muskularne dzięki hantlom, jarmużowi i wysokoproteinowym beczułkom; ciało przemyślnie wyeksponowane na ściance lub na scenie, ewentualnie w tropikalnej scenerii, z turkusem w tle.

Zauważyłem przy okazji, że trzy najważniejsze rzeczy na świecie mają wspólny mianownik – ich konsekwencją jest mój stres. I twój zresztą też.

Stres powstały w wyniku bombardowania ludzi sensacyjnymi doniesieniami, perwersjami i wynaturzeniami, skondensowaną brutalnością otaczającego świata; takiego, w którym tak zwany „przełomowy news” (breaking news) przestał być przełomowy, odkąd zaczęto tym hasłem opatrywać fakty z życia celebrytów.

Stres powstały w wyniku nieustannego wmawiania ludziom, że jakość życia zależy od tego, jak wyglądasz, czym jeździsz, gdzie bywasz i jak spędzasz wakacje – czyli wszystkich czynników zależnych od twojej płynności finansowej i konsumenckich nawyków.

Stres powstały z niezaspokajalnej żądzy bycia podziwianym i pożądanym ze względu na swoją fizyczność; zwłaszcza w tych czasach, gdy dąży się do ideału piękna reprezentowanego na okładkach i bilbordach przez ludzi, którzy sami nie rozpoznaliby się na tych zdjęciach; gdy twarze samozwańczych influencerek z Instagrama wyglądają dokładnie tak samo, głównie dzięki stosowaniu filtrów w aplikacjach lub odpowiedniemu naświetleniu.

Przecież dobrze zdajemy sobie z tego sprawę, dlaczego więc nadal tak to na nas wpływa?

*

Ludzie mają potrzebę,  świadomą lub podświadomą, zachowania względnej równowagi. Dlatego tak często udostępnia się na Facebooku czy LinkedInie motywacyjne filmiki, gdzie ktoś komuś w akcie łaski lub współczucia pomaga lub zmienia życie. Podobnie sprawa wygląda, jeśli chodzi o te wszystkie apele o wsparcie finansowe rodzin z chorującymi dziećmi. Nawet te popularne filmiki ze śmiesznymi kotami czy nieporadnymi pandami mogą świadczyć o tym, że ludzie tak naprawdę szukają pozytywnej inspiracji, ciepła i pokrzepienia, a nie kolejnych bodźców i sensacji.

Bodźce to syntetyczny narkotyk służący innym do osiągania mierzalnych celów, widzianych na kartach zysków i strat.

Ja zacząłem odnajdywać się coraz częściej w tej drugiej kolumnie, dlatego musiałem przyjąć inną taktykę.

Staram się nie oglądać ciężkich gatunkowo dramatów, które epatują patologią lub szantażują emocjonalnie widza (czyli „ryją banię”, jak u Smarzowskiego). Niedawno włączyłem jakiś typowy „męski film” z Denzelem, tak tylko „dla odmóżdżenia”. Wyszło na odwrót. Od połowy pamiętam już tylko nieustanną strzelankę, po której zaczęła mnie boleć głowa. Umęczyłem się – na głupim filmie o niczym.

Dziś, jak nigdy, zacząłem rozumieć zachowania ojca sprzed lat. A przecież nie przeżyłem nawet ułamka okropności, której on był aktywnym uczestnikiem.
Jakiś czas temu pozbyłem się telewizji, a radio ograniczyłem do minimum. Nie czytam 99% newsów politycznych. Nie odpalam „szokujących nagrań” z pobicia dzieci, zabójstw rejestrowanych uliczną kamerą czy fotorelacji z wypadków samochodowych. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek było tego tak wiele, a tym bardziej „na froncie” informacyjnego serwisu, dostępnego dla wszystkich kategorii wiekowych.

Wychodzę z pomieszczenia, milczę lub zakładam słuchawki, gdy rozmowa schodzi na któryś z aktualnych, kontrowersyjnych tematów. Ludzie i tak niezwykle rzadko dają się przekonać do zmiany stanowiska w tematach, w których mają już jakieś zdanie. Tak już jesteśmy skonstruowani, dowodzą tego naukowe badania. Działa efekt potwierdzenia. Dlatego staram się raczej szukać punktów wspólnych, a nie zapalnych.

Ktoś mógłby powiedzieć, że to forma eskapizmu. Że uciekam od ważnych tematów polityczno-społecznych, że unikam dyskursu dotyczącego zagadnień, które kształtują moją rzeczywistość i dotykają społeczeństwo, więc powinny być należycie przedyskutowane. Że należy określić się w danym kontekście. Że to obywatelski obowiązek, bo kiedyś trzeba będzie zaznaczyć dobry kwadracik podczas wyborów, a bez dostatecznej wiedzy zaznaczę źle. Że tworzę sobie fikcyjny świat, a tu jest prawdziwe życie.

Nie jestem zwolennikiem fałszowania rzeczywistości. Ale nie dam sobie wmówić, że to wszystko, co widzę i słyszę (np. w mediach) wiernie i proporcjonalnie odzwierciedla problemy współczesnego świata. To tylko komercyjny ułamek. Dlatego mam prawo wcisnąć klawisz Escape i odpuścić sobie tysięczny news o patologicznych zachowaniach jakiegoś mordercy spod Radomia. Zwyczajnie nie skomentować. Nie dowiedzieć się, co inni mają na ten temat do powiedzenia.

*

Moje córki dorastają w dziwnych czasach, gdy umiejętność odpowiedniego przyswajania informacji staje się jednym z kluczowych talentów.

Na świecie jest dużo dobra i wspaniałości, które łatwo przeoczyć śledząc tylko portale informacyjne lub słuchając kuchennych pogaduszek w biurze o tym, za ile ktoś kupił coś ładnego i niepotrzebnego.

Stawiam sobie równowagę jako jedną z moich głównych wartości w życiu. Dlatego coraz częściej pewne rzeczy odpuszczam.

Lubię zdobywać wiedzę, ale niektórymi rzeczami po prostu lepiej nie zawracać sobie głowy. I tak nie ogarnie się wszystkiego. Zysk ze świadomości często bywa przereklamowany. Zajmuje miejsce na naszych „wewnętrznych dyskach”, obciąża „pamięć podręczną” i nadweręża „procesor” – a mamy tylko jeden.

Czasami niewiedza to prawdziwe błogosławieństwo. Uwalnia przestrzeń i zapasy energii, które można spożytkować w innym celu. Na przykład zrobić coś dobrego, wnieść wartość do czyjegoś życia. Satysfakcja z całą pewnością będzie większa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *