Game over? (#minsgame, relacja ostatnia)

A jednak! Misja ukończona.

465 przedmiotów, a właściwie 930, ponieważ i Marta odniosła sukces.

W 30 dni prawie tysiąc rzeczy zniknęło z naszego domu.

Liczba robi na mnie wrażenie. Aczkolwiek (o dziwo) imponowała mi dużo bardziej na początku gry oraz w środku miesiąca. Oczywiście, cieszę się, że osiągnęliśmy cel. Jednakże, wbrew oczekiwaniom, nie czuję teraz euforii ani radości towarzyszącej np. wygranej w wyścigu czy zdaniu ważnego egzaminu.

W tym momencie, gdy jest już po wszystkim, dochodzę do wniosku, że może i formalnie gra się skończyła, ale nadal mamy sporo do osiągnięcia w temacie odgracania.

Wciąż widzę wokół siebie rzeczy, których prędzej czy później możemy się pozbyć. Poprawka: których się pozbędziemy.

Granica przydatności jest względna. I leży tam, gdzie my chcemy ją widzieć.

Czym częściej przedmioty o sentymentalnym zabarwieniu wpadały do worka, tym łatwiej przychodziło mi pozbycie się kolejnego „wartościowego” gadżetu.

Wspomnienia nie tkwią w rzeczach. Jakość i ilość wspomnień związanych z danym przedmiotem nie zależy od jego fizycznego posiadania. Oba zdania to w sumie oczywistość, choć taka, którą nasz mózg pod wpływem różnych impulsów stara się zignorować. Życzę każdemu poczuć to, bazując na własnych doświadczeniach. Niezwykle cenna lekcja.

Sfotografowanie rzeczy, z którymi się rozstajemy, to wspaniała alternatywa w kontekście pamiątek i przedmiotów o wartości sentymentalnej. Dokładnie te same wspomnienia wywołuje widok pasa do karategi na zdjęciu, co w rzeczywistości.

Co ciekawe, często po zrobieniu zdjęcia przed wyrzuceniem lub sprzedaniem jakiejś rzeczy, natychmiastowo traciłem nią zainteresowanie. Ani razu nie miałem też refleksji typu: „O, tym razem to chyba źle zrobiłem”.

W jakiś sposób odczuwam rozczarowanie. Tym, jak bardzo przez te lata byłem oszukiwany, a właściwie tym, jak sam się oszukiwałem i dawałem przedmiotom podporządkować, zniewolić. Wiedzieć coś, a postępować zgodnie z wiedzą – to dwa bieguny.

Ale ponieważ dziś jest dzień świętowania, pozostaje mi przede wszystkim cieszyć się. Cieszyć z… niczego.

No, bo odzyskana przestrzeń to w końcu coś, czego nie ma. Niewidzialne. Nienamacalne. Pustka. A z pustką można zrobić cokolwiek. Bezmiar możliwości!

(Można też nie robić nic – i to równie dobre rozwiązanie).

_______________________________________________________________

2 odpowiedzi do “Game over? (#minsgame, relacja ostatnia)”

  1. Gratuluję i podziwiam! Ja zacieram rączki, bo jutro zaczynam swoją grę. Mam już kilka(naście) typów i zastanawiam się, czy uda się dociągnąć do końca. Im dłużej myślę o grze, tym więcej widzę przedmiotów do wyrzucenia, masz rację, że to wyzwanie jest samonapędzające się. Ciężko będzie, bo z mężem często się przeprowadzamy, robiliśmy już kilka czystek w ostatnim czasie i obecnie mieszkamy w jednym pokoju z łazienką i aneksem kuchennym, więc nie mieliśmy możliwości zgromadzić wielu gratów, ale… zawsze warto pozbywać się przeszkadzajek. Zobaczmy, co nam się uda osiągnąć!

    Gratuluję jeszcze raz i życzę przyjemnego dalszego odgruzowywania 🙂

    1. Dzięki, Ysabell! My wprawdzie też dwa razy się przeprowadzaliśmy, potem kilka razy robiliśmy spontaniczne czystki, a – jak widać – nawet po grze nadal jest co do zdziałania. Poza tym, gdybyś miała nie dotrwać do 30 dnia z powodu braku niepotrzebnych rzeczy, to w sumie większy sukces niż skończyć grę i wciąż mieć „graty”. 😉

      Tak czy inaczej, raz jeszcze życzę powodzenia! I mam cichą nadzieję, że podzielisz się kiedyś wrażeniami w trakcie wyzwania lub po wszystkim.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *