Pod górkę (#minsgame, relacja trzecia)

Dziś jest dwudziesty trzeci dzień miesiąca. Jestem spokojny o dziś. Jestem równie spokojny o jutro. Gorzej z pojutrzem, z nim mam problem. I dniem po.

Cóż, w końcu zaczęło być trochę pod górkę. Oto dlaczego mówi się na tę grę: wyzwanie. Trochę jakbym stanął u ściany Lhotse w półbutach. No, może nie do końca, bo półbuty w międzyczasie wylądowały w koszu. Na pewno też nie w japonkach, aż tak źle nie jest.

Większość obserwacji z poprzedniego postu potwierdziła się i w tym tygodniu. Mam jednak nowe spostrzeżenia.

#9: Za mało worków, za małe kosze. Odkąd zaczęliśmy grać, dość szybko zapełniamy śmieci. Gdyby nie fakt, że część rzeczy udaje się komuś oddać lub sprzedać, nie byłoby jak się tych rzeczy pozbywać. Pocieszam się, że te graty, prędzej czy później, i tak wylądowałyby na śmietniku.

#10: Tydzień temu pisałem o wygospodarowaniu przestrzeni – odzyskałem dwie szuflady i jedną półkę. O ile szuflady są już zajęte przez rzeczy, które od zawsze gdzieś zalegały (będąc jednak potrzebne), o tyle półka nadal pozostaje pusta. Eksperymentujemy sobie z tą pustką. Akceptujemy ją, patrzymy, co się dalej stanie – z nią i z nami. Może zabrzmi to paradoksalnie, ale sadzę, że wolno mieć wolną półkę.

#11: W trudnych momentach szukania przedmiotów warto zerknąć do worka z zabawkami dzieci. Zazwyczaj znajdzie się tam zepsuty, nieużywany już gadżet. Po krótkiej rozmowie zwykle udaje  mi się uzyskać zgodę córki na pozbycie się nagle-ulubionej-kochanej zabawki.

#12: Dobrze, że są jeszcze auta. Zapasy niepotrzebnych szpargałów, zgromadzone w środku pojazdu, uratowały mnie pewnego dwudziestego któregoś dnia miesiąca, gdy skończyły się pomysły na odgracanie.

#13: Gra motywuje na tyle, że w przypływie desperacji o wiele łatwiej mi podjąć decyzję o pozbyciu się czegoś, co zalegało w domu przez długie lata. Na przykład taki aparat fotograficzny po dziadku… Przecież nigdy nic bym z nim nie zrobił poza wytarciem go z kurzu i przestawianiem z miejsca na miejsce. Tak więc pstryknąłem zenitowi-B ładne zdjęcie komórką. Aparatu nie mam już trzeci dzień. Nie odczuwam straty.

I choć jestem przygotowany na najbliższy dzień, spodziewam się wkrótce trudności. Biorę to za dobry znak. Że jestem na dobrej drodze do pozbycia się wszystkiego, czego nie potrzebuję. Z drugiej strony przeczuwam, że niektórym rzeczom nadal trochę „odpuszczam”. Że nadałem lub nadaję im wartość na siłę. Ponieważ mam postanowienie wytrwać w grzę do końca, będę musiał się dalej samemu porządnie „czalendżować”.

2 odpowiedzi do “Pod górkę (#minsgame, relacja trzecia)”

  1. Fantastyczne łupy, zwłaszcza króliczek miniaturowy! Wpadłam przypadkiem, po wyszukiwaniu hasła „minsgame”- zbieram motywację na luty, obawiam się, że będę potrzebowała oszukanej gry 26-dniowej 😉 Kibicuję i czekam na podsumowanie!

    1. Witaj! A więc hasztagi działają! Cieszę się, że wpadłaś. Życzę powodzenia z wyzwaniem – bez znaczenia, ile miałaby trwać gra. W końcu każdy dzień gry to zysk (hmm, a raczej korzystna strata). 😉 Kto wie, jakie „skarby” Ty wynajdziesz…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *