Refleksje na półmetku (#minsgame, relacja druga)

Wprawdzie ten półmetek to taka „mniejsza połowa”, biorąc pod uwagę ilość utylizowanych przedmiotów, aczkolwiek „kalendarzowo” odnotowujemy z Martą 50% sukcesu.

W poprzednim wpisie o dziadku komentowałem ilość żelastwa, którą nagromadził przez całe życie. Teraz myślę sobie, że przyganiał kocioł garnkowi. Jak się okazało, wczorajsze pięć minut przy skrzynce z narzędziami pozwoliło mi przygotować pakiet rzeczy na dziś, który składa się tylko i wyłącznie z artykułów metalowych. A gdyby się uprzeć, to i do niedzieli wystarczy materiału…

Czy jest łatwiej? Z jednej strony rosną wymagania czasowe, by wynaleźć odpowiednią pulę rzeczy, zwłaszcza gdy ma się obowiązki domowe, etat i/lub opiekę nad córkami.

Z drugiej strony mam wrażenie, że poziom trudności się nie zwiększył, czasami nawet idzie łatwiej. Wczoraj pozbyłem się starej, kiedyś-ulubionej-bluzy (i to bez zająknięcia). Pamiątkę po dziadkach –  malutką wieżę Eiffla, oblaną zielonkawym plastikiem – bez większego namysłu wyrzuciłem do odpowiedniego worka.

Kilka obserwacji z minionego tygodnia:

#1: Zaczynam dostrzegać odzyskaną przestrzeń. O ile w pierwszym tygodniu różnice nie były znaczące, o tyle teraz pojawia się coraz więcej wolnego miejsca w pomieszczeniach, szufladach i na półkach.

#2: Czym więcej odzyskanej przestrzeni, tym więcej się jej pragnie. Rośnie więc zapał do dalszej gry.

#3: Czym więcej przestrzeni, tym bardziej chce się ją zoptymalizować. Dzięki wyrzucaniu rzeczy i lepszemu za gospodarowaniu miejsca, „uwolniłem” jedną wielką szufladę komody, w której trzymałem część ubrań, oraz głęboką półkę w szafie.

#4: Wyrzucenie rzeczy na wszelki wypadek nadal nie wywołuje u mnie  niepokoju ani żalu. Owszem, czasami trzeba się zastanowić, czy dany przedmiot nie będzie kiedyś potrzebny, bo może ze względów finansowych nie warto ponownie wydawać na niego pieniędzy. Choć jeśli z danej rzeczy nie korzystałem ponad rok i nie widzę w najbliższej przyszłości powodów do użycia jej, oznacza to dla mnie pożegnanie.

#5: Najwyraźniej do tej pory podświadomie odczuwałem lęk związany z brakiem prądu. Wnioskuję po zastraszającej ilości zapasowych żarówek, gwintów do tychże, włączników, gniazdek i próbników napięcia. Powinienem się też zastanowić, co oznacza szalona ilość noży i scyzoryków… Może to mieć związek z przemyśleniami Robinsona Crusoe.

#6: Zaczynam przykładać więcej uwagi do porządkowania miejsc, w których przebywam najczęściej. Dbam bardziej o blaty kuchenne, stół, okolice sofy. Wychodzi to dość automatycznie, mimo iż z natury uważam się za bałaganiarza (takiego, który lubi porządek, ale mu się nie chce o niego zadbać).

#7: Cały czas uważam, że dobrze mieć towarzysza do zabawy, a już najlepiej domownika. Jest sporo śmiechu, trochę więcej motywacji, no a wynik końcowy mnoży się przez dwa.

#8: W porządku jest lubić książki. Czasem jednak warto się zastanowić, czy dalej trzymać takie, których część dwadzieścia lat temu zjadł pies.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *