Koszt rzeczy(wisty)

Niedawno przeczytałem w Internecie nagłówek artykułu mówiący o tym, że w niektórych miastach na świecie codzienna jazda Uberem stała się tańsza niż posiadanie samochodu.

Zacząłem się nad tym zastanawiać i chyba faktycznie jest to realne. Przecież koszt auta to nie tylko opłata za pojazd. Musimy przecież pojazd tankować, od czasu do czasu zawozić na przegląd techniczny i myjnię, płacić coroczne ubezpieczenie, uzupełniać mu płyny, kupować części, płacić tym, którzy nam te części wymieniają, czasami opłacać koszty lakierowania, a niekiedy rozszerzać wyposażenie (np. o fotelik dziecięcy).

Zakładam, iż część z nas pewnie spłaca odsetki z kredytu, jeśli nie jest w stanie kupić samochodu za gotówkę. No i nie zapominajmy, że aby samochodem jeździć, należy wpierw opłacić kurs nauki jazdy i egzamin(y), a potem prawo jazdy oraz koszty rejestracyjne pojazdu.

Mówię teraz o kwestiach finansowych, a przecież każdy z nas posiada jeszcze inne zasoby, takie jak czas, energia, uwaga, informacja czy umiejętności.

Choć nie jest to może rozszyfrowanie kodu Enigmy, to jednak zdanie sobie sprawy z faktu, że złotówka to nie jedyna waluta, którą się posługuję na co dzień, uznałem swego czasu za przełomowe.

Ważny jest fakt, że kursy tych walut mogą się różnić względem siebie, zależnie od osoby, która nimi dysponuje, oraz od momentu życia, w którym ta osoba się znajduje.

W ten oto sposób utwierdziłem się w przekonaniu, że choć pieniądze są zasobem istotnym w codziennym funkcjonowaniu, to ostatnio coraz częściej wymieniłbym je na dodatkowy czas wolny lub zastrzyk energii. (Mam dwie małe córki, być może wiesz, o czym mówię…)

Wróćmy na chwilę do przykładu auta i spójrzmy się, ile ze wspomnianych zasobów wyczerpujemy, by korzystać z samochodu. Codziennie wykorzystujemy zdobytą wiedzę o ruchu drogowym. Poruszamy się na drodze dzięki zdolnościom nabytym podczas lat jazdy. Tracimy czas w korkach, w kolejce do wymiany lub dystrybutora z paliwem lub zaprowadzając auto do mechaników. Poświęcamy sporo uwagi i energii na to, by auto było sprawne, zadbane, odsnieżone i ubezpieczone.

A przecież tak naprawdę samochód to tylko symbol. Symbol zobowiązań. Nawet jeśli go nabywasz za oszczędności, to i tak zaciągasz kredyt na sobie, by spłacać go na inne sposoby.

Każda kupiona rzecz to nie tylko cyfry na paragonie i mniej papierków w portfelu. To też ustawianie, naprawianie, sprzątanie, czyszczenie, wyjmowanie, chowanie, przekładanie, podłączanie, uzupełnianie, ładowanie, wymienianie, aktualizowanie, szukanie, dbanie, rozbudowywanie, martwienie się, itd., itp.

Najlepszym rozwiązaniem w kwestii mądrej gospodarki własnymi zasobami wydawałaby się po prostu rozwaga. Innymi słowy: rozsądne ograniczanie się. W skrócie można by rzec, że najłatwiej nie kupować – co często jest świetnym wyjściem, ale na dłuższą metę może prowadzić do pozbawienia się czegoś naprawdę potrzebnego (lub poczucia bycia czegoś pozbawionym). To z kolei może nieść ze sobą niepożądane skutki, takie jak niezadowolenie z trybu życia lub niezrealizowanie indywidualnych pragnień. Tym bardziej, że każdy jest inny, ma inne pragnienia i inne „granice wytrzymałości”.

Natomiast ograniczanie się, poprzedzone refleksją na temat rzeczywistego kosztu rzeczy, może doprowadzić do długofalowego zadowolenia – ponieważ mniej czasu, uwagi lub energii poświęconej na zajmowanie się rzeczą oznacza więcej tych zasobów na inne czynności, jak np. lektura zaległej powieści, zabawa z dziećmi, odpoczynek na świeżym powietrzu czy też aktywność fizyczną.

Myślę o tym, że każda rodzina, która może sobie na to pozwolić, posiada teraz przynajmniej dwa samochody. Myślę o tych podwójnych garażach, które stają się normą przy budowie jednorodzinnych domków. Myślę o tym, że w Stanach co czwarta osoba z podwójnym garażem nie ma miejsca, żeby w nim ogóle zaparkować, a co trzecia może zaparkować tam tylko jeden samochód. Pewnie i nas to czeka za kilkanaście lat. Stopniowo zasypujemy się rzeczami, które kradną nasz czas i naszą przestrzeń. Które pochłaniają nasze pieniądze i naszą energię. Wpływając przy tym jeszcze na środowisko.

Chyba muszę sprzedać auto…

Jedna odpowiedź do “Koszt rzeczy(wisty)”

  1. Przemyślenie nawet w punk. Jednak o ile w wielkich maistach (nie wiem w ilu jest uber) mam możliwości alternatywy i to nie jednej to tak w małych miastach, miasteczkach czy wsiach niestety auto jest niezbędne do duże. Chodź fakt jest taki, że auto jest dosyć drogim „dobrem” życia codziennego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *