Fake news, plotki i trzy sita Sokratesa

Jestem w stanie wcisnąć mojej matce każdą ciemnotę. Nie dlatego, że taki ze mnie wykwalifikowany oszust, nie ze względu na znajomość techniki wpływania na ludzi czy świadomość marketingowych sztuczek.

Myślę, że dzieje się tak, bo moja mama jest po prostu dobrą osobą. Wierzy i chce nadal wierzyć ludziom, nawet tym, których dobrze nie zna. Tak jakby w ogóle nie miała potrzeby kwestionowania czyichś słów. Z tego powodu stosunkowo często doprowadzałem ją do rozmaitych stanów emocjonalnych podczas Prima Aprilis czy innych nadarzających się okazji. Oczywiście zawsze kończyło się to wybuchem śmiechu. Nigdy nie wykazałem złych intencji – dowcipy miały na celu rozładowanie napięcia lub wywołanie rozbawienia. W pewnym momencie jednak znacznie ograniczyłem żarty widząc, jakie to łatwe oraz z powodu pojawiających się (mimo dobrych zamiarów) wyrzutów sumienia.

Informacja jest na świecie niezwykle groźną bronią. Wiedzą o tym o dawna dziennikarze, dyplomaci, marketingowcy, szpiedzy, hakerzy i inni „fachowcy”. Chyba nigdy jednak informacja nie była bronią tak łatwo dostępną. Plotki mogą uczynić monstrualne szkody na reputacji znanych marek i osób publicznych. Fake newsy zaś stały się narzędziem politycznej wojny i światopoglądowych konfrontacji.

Wikipedia tłumaczy pojęcie „fake news” w następujący sposób: „forma przekazywania informacji, która opiera się na celowej dezinformacji lub oszustwie,  rozprzestrzeniana poprzez drukowane i nadawcze serwisy informacyjne, media elektroniczne czy serwisy społecznościowe. Informacje te są pisane i publikowane w celu wprowadzenia w błąd, albo w celu uzyskania finansowych lub politycznych korzyści. Często stosują chwytliwe nagłówki w celu zwrócenia możliwie dużej uwagi”.

Gdy dwa tygodnie temu umieściłem wpis o postprawdzie, nie wspominałem o fake newsach celowo, gdyż jest to temat na osobny wpis. W każdym razie prezydentura Trumpa oraz jego kampania z 2016 roku to dobre tło do pokazania, w jaki sposób nieprawdziwe wiadomości mogą odgrywać rolę w kształtowaniu światowej polityki. Niedawny skandal wokół Facebooka (sprawa Cambridge Analytica) umiejscowił debatę na temat fake newsów wysoko w hierarchii bieżących problemów. Warto zaznaczyć, że w czasie kampanii w Stanach polityczne fake newsy miały większą klikalność niż wiarygodne fakty. Dodajmy też do równania wzrost rosyjskiej propagandy i fałszywych informacji od czasu inwazji na Krym w 2014 roku, a wniosek gotowy.

Coraz częściej fałszywe informacje przedostają się do renomowanych kanałów informacyjnych, co wywołuje powszechną dezintegrację. W sytuacji skrajnej, fala przemyślanych fake newsów może poważnie zagrozić demokracji.

Odpowiedzialność za ich rozpowszechnianie przypisuje się głównie internetowym trollom, którzy – z inicjatywy własnej bądź w wyniku intratnego zlecenia – rozpowszechniają informacje w Internecie, najczęściej na platformach takich jak Twitter czy Facebook.

Przy omawianiu fałszywych informacji zawsze jednak należy mieć na względzie intencje. Nie każda nieprawdziwa historia, to od razu fake news. Niektóre z nich to nic innego jak zwykła satyra. W Polsce prym w tej dziedzinie wiedzie internetowy serwis ASZdziennik, który parodiuje styl współczesnych portali informacyjnych i w krzywym zwierciadle komentuje bieżące wydarzenia. Przykład artykułu: „Dramat narodowców. Myśleli, że Black Friday to protest feministek i zablokowali Złote Tarasy”.

Okazuje się, że będąc zasypywani tonami informacji na co dzień, stajemy się coraz bardziej narażeni na fake newsy, postprawdę, plotki i inne manipulacje, przez co wzrasta ryzyko społecznego ogłupienia. I będzie wzrastać nieuchronnie. Nasza zdolność logicznego myślenia, łączenia faktów czy wyciągania wniosków ugina się niestety pod ciężarem ogromu newsów, przez co nieświadomie lub podświadomie akceptujemy takie, które nam najbardziej pasują do światopoglądu. Okazuje się, że zagrożenie nie odnosi się jedynie do osób tkwiących we własnej bańce filtrującej, ale również do tych poza nią.

Nie mamy czasu na to, by weryfikować informacje. Najczęściej ufamy danym źródłom lub zadowalamy się powołaniami na autorytety – znane lub nieznane. A to jednak duży błąd.

Międzynarodowa Federacja Stowarzyszeń i Instytucji Bibliotecznych (IFLA – International Federation of Library Associations and Institutions) stawia sobie za cel edukację społeczeństwa i wzmacnianie skłonności do krytycznego myślenia. Chcąc wzbudzić potrzebę świadomej interpretacji faktów, przygotowała specjalną infografikę, która ma pomóc ludziom w weryfikowaniu autentyczności informacji. Zgodnie z ich przyzwoleniem, dzielę się grafiką w tym miejscu:

Wczoraj, 29 listopada, spreparowałem fake newsa na Facebooku o tym, jakoby niniejszy blog został uznany „europejskim blogiem roku 2018” (sic!). Pod spodem umieściłem link do tytułu strony – Jestem, więc myślę – który chyba nigdy nie był bardziej adekwatny.

Być może ktoś się na to i tak odruchowo nabrał, choćby przez ułamek sekundy, mimo że szyłem grubymi nićmi. Jeśli tak, podkreśla to tezę o łatwości wywierania wpływu przez nieprawdziwe informacje i wysyła znak ostrzegawczy. Jeśli nie – drugie dobrze. Oznacza to, że jesteś czujna/czujny. Ale w naszej rzeczywistości XXI wieku czujność trzeba nieustannie wzmacniać.

Na koniec chciałbym odesłać cię do pewnej anegdoty, która mówi o tym, w jaki sposób Sokrates radził sobie za pomocą „trzech sit” z plotkami, czyli jakby ówczesnymi fake newsami. Kliknij tutaj i wysłuchaj (lub przeczytaj) krótką opowieść dydaktyczną pod tytułem Trzy sita Michela Piquemala. Temat jak najbardziej aktualny, a praktyka nad wyraz słuszna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *