Co może pójść nie tak

Wiem, w pierwszym tygodniu miesiąca miałem prowadzić kampanię anty-reklamową, a więc wklejać posty negujące lub krytykujące reklamy. Albo dzielić się metodami uodporniania się na wszechobecny komercyjny przekaz. Tym razem jednak przełożę to na następny tydzień.

Dziś jest ważniejszy inny temat przewodni – wraz ze świętami wielkanocnymi minęło „ćwierćrocze” mojego planu wdrożenia postanowień noworocznych, a zatem znakomity moment na zerknięcie, co się w tym obszarze wydarzyło.

Pierwsza sprawa – już ponad 50 osób zdecydowało się ściągnąć z mojej strony Celownik, czyli arkusz do śledzenia i mierzenia postępów w związku z realizacją noworocznych założeń. Szczerze powiem, że dla mnie to wynik znacznie powyżej oczekiwań. Bardzo się cieszę. Mam nadzieję, że z tych 54 osób przynajmniej kilka regularnie korzysta z pliku.

Druga sprawa – potwierdziło się odwieczne prawo lutego. Już pod koniec drugiego miesiąca w roku zapał co do niektórych czynności spadł, a w marcu kilka z aktywności przestało być aktualne lub też stało się niemożliwe do zrealizowania.

Ale to nawet dobrze, uczmy się na błędach, a w przyszłym roku pójdzie lepiej.

Podstawowy z nich, który popełniłem, to pójście na ilość (mimo świadomości, że zazwyczaj nadmierna ilość zabija postanowienia). I chociaż samych celów miałem siedem, to zdecydowanie przedobrzyłem z podpięciem mierników, czyli wskaźników, po których poznam, czy dane postanowienie zostało zrealizowane, czy nie. Pod jedno z nich – teoretycznie najważniejsze – podciągnąłem aż 19 aktywności. Dziewiętnaście! Teraz jak na to patrzę, sam nie dowierzam. Miało być ambitnie a realnie, wyszło zaś karykaturalnie.

Za drugi błąd muszę uznać niewystarczające przetestowanie, na ile kombinacja różnych aktywności współgra z moim planem dnia i czasowymi możliwościami. Wniosek płynie taki, że chcąc spełnić wszystkie noworoczne założenia, zaniedbywałem inne ważne obszary. Jestem teraz w stanie powiedzieć, że po trzech miesiącach łatwiej mi zrozumieć, ile jestem w stanie zrobić bez pogorszenia pozostałych, istotnych dla mnie aspektów życia.

Trzeci błąd to ambitny plan w niewłaściwym momencie życia. Może i dużo więcej byłoby zrobione, gdyby mój typowy dzień wyglądał inaczej. Ale gdy wracam z pracy do żony, obowiązków domowych i, przede wszystkim, do dwójki małych dzieci, to od godziny 21-stej (czyli od kiedy mam fajrant) nie jestem już szczególnie wydajny. Ten punkt łączy się z powyższym.

Czwartym błędem okazał się za mały wentyl (patrz: post wcześniejszy). Sam wentyl to dobra opcja, być może jednak procent realizacji na 95% jest zbyt ambitny?

Mimo powyższych potknięć i zaniedbania niektórych obszarów, nie oznacza to, że od teraz rezygnuję. To byłby błąd największy. Okres wielkanocny okazał się dobrym momentem na refleksję dotyczącą odnowienia życia. Wracam do gry z dobrym nastawieniem i, co ważne, z rozsądną korektą noworocznego planu. Takiego, który wciąż jest wymagający, ale jednak zdecydowanie bardziej możliwy do zrealizowania, biorąc pod uwagę nie tylko wizję i cel, ale i sprzyjające temu warunki.

A teraz wychodzę na taras, Jowisz właśnie pojawił się nad horyzontem. Nie widzieliśmy się przecież od lata. Wystawiony przed godziną teleskop już na niego poluje.

4 odpowiedzi do “Co może pójść nie tak”

  1. Akapit o teleskopie mnie bardzo zaintrygował, czy zdjęcie z nagłówka bloga jest Twojego autorstwa?

      1. Mój tata marzy o teleskopie z aparatem, a ponieważ jestem kompletnie zielona w temacie, to chętnie posłuchałabym opinii kogoś rozeznanego. Taka uwaga, gdyby Ci ewentualnie brakowało weny na wpisy poza główną tematyką bloga 😉

        1. Z całą pewnością nie nazwałbym się specjalistą w tej dziedzinie. A o astrofotografii to już w ogóle nie mam pojęcia. Całą wiedzę o astronomii czerpię z Internetu i czasopism „branżowych”. Niemniej jednak rozumiem, skąd takie marzenie. Oby się kiedyś spełniło!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *