Było, minęło

Rok temu próbowałem rozgryźć kwestię postanowień noworocznych w podejściu korporacyjnym. Skupiałem się na tym, co i jak zrobić, aby dotrwać w postanowieniach do końca roku. Statystyki mówią, iż dziewięć na dziesięć osób ponosi porażkę w realizacji tych celów, tak więc było się nad czym zastanawiać.

Opracowałem też arkusz, który pomaga śledzić postępy i monitorować realizację postanowień. Oczywiście i ja zdecydowałem się podjąć wyzwanie – wypełniłem arkusz postanowieniami, na które składało się po kilka podpunktów. Podszedłem jednak do sprawy zbyt ambitnie, o czym zresztą pisałem na blogu na półmetku mijającego roku. W pewnym sensie wyszło mi to na dobre, bo wnioski, które w międzyczasie wyciągnąłem, okazały się niezłą nauką. Dzięki temu mam nadzieję w 2019 roku osiągnąć tzw. pełnię sukcesu.

W 2018 przede wszystkim odżyłem pod kątem pisarskim. Utrzymałem regularność postów na blogu, średnio publikując jeden na tydzień. Pozwoliło mi to zdecydowanie „odrdzewić” pióro po kilku latach totalnego zastoju (nie licząc e-maili i służbowych procedur). Odświeżyłem też projekt książki poetyckiej, który zarzuciłem po kilku samodzielnych redakcjach w 2014 roku, nie mogąc znaleźć motywacji to opublikowania kolejnego zbioru. Co więcej, udało mi się zainteresować nim pewne wydawnictwo, dzięki temu nowa książka ukazała się jesienią. Jednak najbardziej zaskoczyłem sam siebie, gdy w grudniu zacząłem pisać prozę, która przy dobrych wiatrach i samozaparciu może stać się materiałem na powieść.

Czytelniczo także odżyłem, choć może nie spektakularnie. Niemniej jednak, porównując sytuację z rokiem 2017, odnotowałem wyraźny postęp, mimo że założonego celu ilościowego nie spełniłem.

Zagrałem też w „grę minimalistów”, która zmotywowała mnie i moją żonę Martę do pozbycia się niemal tysiąca niepotrzebnych rzeczy z domu. Relację z gry publikowałem na blogu, wpisy znaleźć można po hasztagu #minsgame.

Jeśli chodzi o wyrzeczenia, to na czas Wielkiego Postu zrezygnowałem ze słodyczy. Od tamtego czasu nie jadam również mięsa w piątki. Natomiast od 26 listopada ponownie zrezygnowałem ze słodyczy i planuję pozostać w tym postanowieniu przynajmniej do końca następnego Wielkiego Postu.

Spełniłem też swój cel minimum w kwestii pomocy innym, przekazując na cele charytatywne uprzednio zaplanowaną kwotę. Poza tym wziąłem ciągiem trzy tygodnie urlopu w celu regeneracji, a także dbałem o regularność spotkań z najbliższymi przyjaciółmi. Śledziłem też wszystkie wydatki, opisując je dokładnie, by prowadzić miesięczną i kwartalną statystykę w celu zwiększenie kontroli nad domowymi finansami. Zbierając w ten sposób informację na temat pełnego roku, mogę zaplanować poprawę w roku najbliższym.

Najgorzej poszły mi postanowienia związane z aktywnością fizyczną, nie dotrwałem do końca roku w żadnym z nich. Dlatego też planuję na ten obszar położyć teraz główny nacisk. Podobnie ze sprawami duchowymi – o ile do wakacji byłem z siebie całkiem zadowolony, o tyle letnie i jesienne miesiące w tej kwestii zdecydowanie zawaliłem.

Nadejście Nowego Roku skłania wielu ludzi do podsumowań i przemyśleń. To dobrze, że jest taki moment raz na jakiś czas. Warto jednak pamiętać, że wszelka zmiana wewnątrz nas nie zależy od daty, ale od chęci i determinacji. Od prawdziwych priorytetów.

Ulubiony streamingowy serwis muzyczny przygotował mi podsumowanie roku. W Top 10 najczęściej słuchanych przez mnie utworów, dziewięć było utworami słuchanymi przez moje obie córki. Jeśli ten przypadkowy fakt reprezentuje mój obszar priorytetów, to myślę, że tak jest w porządku. Że ten rok miał sens.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *