Analogowe dzieci, cyfrowi rodzice

Jakiś czas temu natknąłem się na analizę badania prowadzonego w Stanach Zjednoczonych. Dzieci w amerykańskiej szkole miały wskazać wynalazek z XX wieku, który nie powinien zostać wynaleziony. Znaczna część z nich wskazała – uwaga, krytycy nowych pokoleń! – smartfon.

Zdziwienie?

Smartfon, przez który mama rozmawia kilka godzin dziennie, uniemożliwiając nawiązanie kontaktu czy wspólne zabawy. Smartfon, który przyrósł ojcu do ręki, jak kiedyś ich ojcom przykleił się pilot do telewizora.

Pewien standupowy komik w swoim show mówił o tęsknocie za niewiedzą. Kiedyś, gdy się czegoś nie wiedziało, to się nie wiedziało. I albo się żyło z tą niewiedzą, albo szukało się kogoś, kto wie – tygodniami, miesiącami, latami.

Teraz koniecznie musimy wiedzieć. Najlepiej od razu. A wiadomo, że jest wujek, który wszystko wie. Albo ciocia Wiki.

Z jakiegoś powodu w epoce nadmiaru informacji, sami proaktywnie się nimi bombardujemy. Media społecznościowe robią swoje. To samo portale typu WP, Onet czy Interia i ich wszelkie odsyłacze. Tak bardzo przywykliśmy do bodźców i tempa przesyłu (przesytu?) informacji, że coraz gorzej czujemy się na spokojnych filmach i bajkach, albo czytając książki. Opisy przyrody w stylu Żeromskiego od zawsze nudziły masy, teraz jednak zdanie trzy zdania podrzędnie złożone z rzędu zakrawają w powszechnym mniemaniu na intelektualne wyzwanie, albo na narcyzm czy sadyzm autora.

Koleżanka z pracy opowiadała wczoraj, jak słuchała głośnej rozmowy trzech nastolatków w tramwaju. Wcale nie takich, co spluwając pod stopy puszczają na głośnik niewybredne rapy z podziemia, tylko „takich raczej normalnych”.

Słuchaj, czytałem wczoraj tę nową lekturę.

No i?

Daj spokój! Nie wiem, jak niektórzy ludzie mówią, że czytanie jest przyjemne.

Ja kiedyś przeczytałem za jednym razem 70 stron. Myślałem, że mi bania pęknie.

W całym zamieszaniu z głosowaniem nad ACTA 2, najgłośniej chyba oprotestowano kwestię memów (które to nota bene wcale pod ACTA nie podchodzą). Strach pomyśleć, co by było. Świat bez memów? Czy moglibyśmy się jeszcze porozumiewać? A co, gdyby zabrać nam jeszcze emoji?

Pamiętam czasy przełomu tysiącleci, jak wyskakiwało się z toalety, bo gdzieś w domu zabrzęczał dzwonek komórki. Oznaczało to, że ktoś ma nam coś ważnego do powiedzenia, więc trzeba to było uszanować. Teraz mało kto odbiera, zwłaszcza za pierwszym razem. W myśl zasady: jak coś ważnego, to jeszcze zadzwonią (albo dadzą znać na komunikatorze).

Niedawno znajomy, który ma dorosłego syna, podzielił się z tymi samymi spostrzeżeniami. Mówił, że czasem do niego dzwoni i wie, że syn ma telefon przy sobie, a jednak nie odbierze połączenia. W najlepszym razie odpisze mu na Messengerze zaraz po sygnale.

Nie jest to przypadek odosobniony. Myślę, że większość z nas zaobserwowała już młodzież, która siedząc koło siebie porozumiewa się przez telefon, a nie ustnie.

Warto jednak zauważyć, że dziecko nie rodzi się cyfrowe. To my je digitalizujemy. Zazwyczaj tworząc wzorzec, nierzadko wręcz na siłę.

Od trzech lat przychodzę na przedszkolne występy mojej córki. Święto Niepodległości, Dzień Mamy i Taty, uroczyste zakończenie roku itd. To, co widzę przed sobą na improwizowanej scenie zawsze mnie zachwyca lub wzrusza. Prawdziwa uczta dla oka i duszy rodzica.

Gorzej, gdy patrzę na publiczność. Zazwyczaj taki widok: trzy na cztery mamy (lub ojcowie) trzymają przed twarzą telefony i filmują występ. Niby nic dziwnego. I tu pojawia się pewien problem.

Spójrzmy na to z tej strony. Dziecko przez kilka(naście) dni przygotowuje się do występu, uczy słów na pamięć, powtarza taneczne układy, ćwiczy śpiewanie piosenek itd. Będzie występować przed wieloma nieznanymi ludźmi – samymi wielkimi dorosłym. Na widowni pojawi się też mama i/lub tata, czyli jedyne znajome twarze w tym obcym tłumie. Ważny moment dla malucha. Wymagający sporo odwagi. Dla porównania – ilu dorosłych bezproblemowo i bezstresowo wychodzi przed tłum nieznajomych, by zaśpiewać, zatańczyć czy choćby cokolwiek powiedzieć?

A więc dziecko wychodzi na scenę i stara się zaprezentować najlepiej, jak potrafi. Jedyne koło ratunkowe i jedyny prawdziwy odbiorca show – własny rodzic – nagle znika w tłumie. A właściwie znika jego twarz, przesłonięta telefonem. Dziecko nie rozumie, dlaczego rodzic nie patrzy już na nie, tylko patrzy w przedmiot. Nawet jeśli rozumie, co to takiego telefon i co to znaczy nagrywać film. Nie rozumie, dlaczego mama i tata nie patrzą w tak istotnej chwili. Nie rozumie, dlaczego nie można nawet z nimi nawiązać spojrzenia.

Rodzic nagrywający czy fotografujący komórką wcale nie patrzy na dziecko, tylko na jego obraz. Właśnie tak należy to zrozumieć. Jeśli oglądasz córkę czy syna przez ekran telefonu, to znaczy, że wcale nie oglądasz swojego dziecka, nawet siedząc trzy metry przed nim.

Być może kojarzysz obraz Rene Magritte’a o tytule Zdradliwość obrazów? Na obrazie wiadać fajkę, a pod spodem umieszczony jest napis „To nie jest fajka”, który tłumaczyć należy w ten sposób, że obiekt z obrazu nie jest fajką, tylko jej malarskim przedstawieniem.

To samo, co na dziecięcych występach, widzę również na placach zabaw czy w figlorajach – przygarbione sylwetki rodziców ganiających za swoimi szkrabami z telefonem przed twarzą, usilnie starające się zrobić „wyjątkowe” zdjęcie z „niecodziennego” miejsca.

Siedź tu i nie ruszaj się teraz! Zrobimy zdjęcie dla taty! No, nie ruszaj się, mówię! Poczekaj, jeszcze raz, bo wyszło poruszone… Wracaj! Antek! Wracaj, mówię!

Pewnie, że fajnie mieć pamiątkę. Trzeba sobie tylko zadać kilka pytań. Czy naprawdę to jest ten moment, do którego będę wracał/a? Czy otoczenie sprzyja nagrywaniu? Czy dziecko ma ochotę na zdjęcie lub nagranie filmu? Na czym w tej chwili najbardziej zależy dziecku – i co ja mogę z tym zrobić? Albo chociaż – czy nie da się nagrać tego filmu inaczej, krócej, dyskretniej, bez zasłaniania sobie twarzy i tracenia dziecka z oczu?

I ja popełniałem podobne błędy swego czasu. W końcu przyjrzałem się sobie z dystansu. Nie spodobało mi się to, co zobaczyłem.

Teraz, gdy ustawiam ostrość obrazu, ustawiam ją na córki – i nie potrzebuję do tego żadnej technologii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *